Jego boki unosiły się w biegu, ale nie chodził tam i z powrotem, nie stawał dęba ani nie reagował na wołające go głosy. Zamiast tego stał jak strażnik, z wzrokiem utkwionym w trumnie. Zdawał się nieświadomy wszystkiego: ludzi, zamieszania, zamieszania.
Podczas pogrzebu z lasu wyłonił się koń – gdy dotknął trumny, wszyscy zamarli
