Po cichu zaczęła gromadzić dowody. Raporty, opóźnienia, błędy, opinie klientów. Nawet e-maile sugerujące osobisty udział Richarda w decyzjach, które nie powinny go dotyczyć.
Nie zwróciła się do niego. Poszła wyżej, do inwestorów. Do tych, którzy nie byli rodziną. Do tych, którzy patrzyli tylko na liczby.
