W niektórych starożytnych tradycjach ten przedział czasowy jest daleki od trywialnego. Nazywa się ją nawet Godziną Czarownic, czasem, w którym zasłona między światem materialnym a duchowym jest cieńsza i bardziej przepuszczalna. Zgodnie z tymi przekonaniami intuicja, kreatywność i wewnętrzna jasność osiągają szczyt.
Nie potrzeba miotły ani kociołka: ta symboliczna godzina byłaby przede wszystkim uprzywilejowanym momentem na ponowne połączenie się z samym sobą. Dyskretne małe przebudzenie, aby lepiej usłyszeć swoją intuicję, zakwestionować emocje lub po prostu uporządkować myśli.
