Minęły trzy dni od tej strasznej chwili w szpitalu. Camila siedziała w swoim małym domku w dzielnicy Constitución w Guadalajarze, na drewnianym krześle przy oknie, delikatnie kołysząc Leonarda i obserwując szare chmury zwiastujące deszcz. Jej lewy policzek wciąż nosił ślady opuchlizny, a fioletowa plama ciągnęła się od kości policzkowej do ucha. Roztargniona chwyciła kosmetyczkę i zaczęła nakładać podkład i korektor na tę plamę. To była rutyna, którą znała aż za dobrze.
MÓJ MĄŻ POBIŁ MNIE W SZPITALU TUŻ PO URODZENIU DZIECI… ALE NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ TEGO…
