Anna Pietrowna powoli odwróciła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. „Nie, Wadik” – powiedziała cicho, ale wyraźnie – „nie kłam. Przynajmniej nie teraz”. Jej spojrzenie, pozbawione osądu, wypełnione jedynie niekończącym się macierzyńskim bólem, sprawiło, że Wadim miał ochotę wyskoczyć z samochodu i uciec, nie oglądając się za siebie.
Uważając matkę za ciężar, syn wysłał ją do najtańszego domu opieki. „Nazwisko panieńskie?”
