To proste zdanie w końcu go złamało. Wadim wyszedł na balkon i zapalił papierosa po raz pierwszy od dziesięciu lat. Zimne nocne powietrze paliło go w płucach, ale nie mogło ostudzić szalejącego w nim ognia. Spojrzał na śpiące miasto, na rozświetlone okna domów po drugiej stronie ulicy i pomyślał, że za każdymi z tych drzwi kryją się jego własne sekrety, jego własne tragedie.
Uważając matkę za ciężar, syn wysłał ją do najtańszego domu opieki. „Nazwisko panieńskie?”
