Przez jakiś czas się na to zgadzałem. Ale nie tym razem.
Był spokojny sobotni poranek i właśnie delektowałem się chwilą wytchnienia, kiedy wszedł z tym swoim zwyczajnym, zadowolonym uśmiechem i oznajmił: „Moja rodzina przyjeżdża za cztery godziny. Tylko drobiazg”.
