W obliczu tej zagadki, wyciągnąłem smartfon. Z dowodem w postaci zdjęcia, wysłałem prośbę o pomoc do znajomych i na portale społecznościowe. W takiej sytuacji zbiorowa ciekawość to prawdziwy atut. W ciągu zaledwie kilku minut pojawiły się różne teorie: „Szop pracz?”, „Ranny ptak?”, „Ślad kondensacji?”. Ostatecznie jednak to znajomy zadzwonił do mnie z odpowiedzią, która była równie nieoczekiwana, co zabawna.
Odkryłem na swoim samochodzie dziwne ślady… i byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się, co je spowodowało.
