Z każdą granicą pojawiało się dziwne, nowe uczucie. Przestrzeń. W tej przestrzeni najpierw pojawił się żal. Żal za dzieciństwem, którego nie zaznałem. Żal za łagodnością, której nigdy nie nauczyłem się zachować. Żal za tym, jak długo wierzyłem, że moją jedyną wartością jest bycie potrzebnym. Potem nadszedł gniew. Nie ten wybuchowy, ale ten stały, oczyszczający. Gniew, że chwalono mnie za przetrwanie, zamiast chronić przed tym, co czyniło przetrwanie koniecznym.
Przygarnąłem rodziców, gdy stracili wszystko
