Wszyscy się starzejemy i w końcu umieramy.
Jakoś szczególnie nie boję się śmierci, myślę, że to coś pięknego i naturalnego. Z drugiej strony przeraża mnie to, że się zestarzeję i nie będę w stanie o siebie zadbać.
Być całkowicie zależnym od kogoś innego, nie być w stanie samemu pójść do łazienki, czy zapamiętać imion swoich dzieci. To nie jest taki rodzaj życia, którego chce się dla siebie.
Maria ostatnie dni życia spędziła w ośrodku opiekuńczym. Wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu.
Kobieta przez całe życie była nauczycielką śpiewu i gry na fortepianie. Tęskniła za muzyką.
Miała jednak szczęście, ponieważ jeden z jej byłych uczniów pracował w jej domu opieki w Austinburgu w stanie Ohio.
Joshua Woodard uczył się u niej od 9 roku życia, więc dobrze się znali.
Największym pragnieniem Marii było usłyszenie przed śmiercią utworu „Jak wielkiś Ty”.