Przebaczenie nie przyszło jako wielka deklaracja ani filmowy uścisk. Przyszło cicho, niemal niezauważone, w decyzji, by przestać odtwarzać w pamięci najgorszą noc mojego życia i zacząć decydować o tym, co będzie dalej. Pojawiło się w wizytach w szpitalu, w papierkowej robocie, w długich godzinach spędzonych na praktycznej pracy, jaką było utrzymanie kogoś przy życiu. Leczenie powoli zmieniało jego rokowania, jeśli nie naszą historię. Wyzdrowiał na tyle, by żyć, na tyle, by patrzeć, jak rośnie nasz syn, na tyle, by móc udźwignąć ciężar tego, co zrobił.
Straciłem wszystko w noc, kiedy mnie zdradzili! Ale wybaczenie dało mi więcej, niż się spodziewałem
