Dziewięciu ekspertom nie udało się naprawić silnika Bugatti… Samotna matka dokonała niemożliwego i odmieniła swoje przeznaczenie na zawsze.

Spojrzał na mnie z wyzwaniem i błaganiem.

Marco powiedział, że pracujesz w dziale turbin w Airbusie w Getafe. Że jesteś geniuszem. Że jesteś na tyle szalony albo zdesperowany, żeby spróbować.

Moja duma mnie zraniła.

Powiedziałem to stanowczo i poklepałem Mateo po plecach. „Odszedłem z Airbusa, bo to nie jest odpowiednie miejsce dla samotnej matki, która nie ma nikogo, kto zaopiekowałby się jej dzieckiem, gdy ma gorączkę. Tak, jestem zdesperowany. Opłaty za wynajem garażu…

A czynsz za mieszkanie też mi wzrośnie w przyszłym miesiącu, a nie wzbogacę się na wymianie oleju w taksówkach. Ale nie jestem szalony. Jestem dobry w tym, co robię.

„Udowodnij to” – rzekł z wyzwaniem.

„Przyjedź tu z tym samochodem” – powiedziałem. „Jeśli nie będę w stanie go naprawić, nie zapłacę ci ani euro. Ale jeśli jeszcze raz na niego nakrzyczysz, zapłacisz mi 150 000 euro. Połowa z góry na części, a reszta, kiedy będzie gotowy”.

Uniósł brwi. Dla niego ta kwota była nieznaczna, ale dla mnie to była dożywotnia suma. Przyszłość Matteo i nasze bezpieczeństwo były zagrożone.

„Osiągnęliśmy porozumienie” – powiedział.

Następnego dnia przyjechało Bugatti vanem. Sąsiedzi wyszli na balkony. Nie codziennie granatowy statek kosmiczny ląduje między ceglanymi budynkami.

Kiedy maska ​​podniosła się i zobaczyłem silnik, poczułem zawroty głowy. Było gorzej, niż sobie wyobrażałem. Upał topił części; tłoki były potrzaskane, a wał korbowy wygięty jak dzieło sztuki nowoczesnej.