Osoba „uznana za zmarłą na sześć minut” to opis raju — a nie jest to to, w co wierzymy.

Doświadczenie bardziej wewnętrzne niż wizualne

Uderzający w tego typu świadectwach jest brak tradycyjnych obrazów. Wiele osób mówi mniej o tym, co widziało, a bardziej o tym, co czuło. Dla niektórych doświadczenie to przypomina raczej odmienny stan świadomości niż rzeczywiste miejsce.

Pojęcie czasu zdaje się zanikać, ustępując miejsca holistycznemu postrzeganiu siebie. Emocje często opisuje się jako intensywne, czasem kojące, czasem destabilizujące. Nie chodzi o strach, ale raczej o surową, niefiltrowaną wewnętrzną konfrontację.

Cisza i introspekcja stanowią istotę tej opowieści.

Jeden element powraca często: cisza. Całkowita, niemal obezwładniająca cisza, która pozostawia mnóstwo miejsca na introspekcję. W tym stanie wiele osób zgłasza, że ​​przeżywają na nowo wspomnienia, odczuwają zapomniane emocje lub uświadamiają sobie pewne wybory życiowe.

Co ciekawe, wywołane poczucie osądu nie pochodzi od bytu zewnętrznego. To raczej autorefleksja, przeprowadzona z niezwykłą jasnością. Jakby świadomość stawała się swoim własnym lustrem, ujawniając, co było ważne… i co zostało przeoczone.

Brak tradycyjnych punktów odniesienia religijnego

Kolejny problem: bardzo niewiele relacji wspomina o postaciach duchowych lub religijnych w tradycyjnym rozumieniu. Nawet wierzący opisują bardziej abstrakcyjne doświadczenie, składające się z doznań, energii lub poczucia jedności.

Ten brak znanych punktów odniesienia może być niepokojący. Otwiera jednak również inną interpretację: głęboko osobistego doświadczenia, wymykającego się wyuczonym schematom i symbolom.