W końcu wiemy, dlaczego drzwi w publicznych toaletach nie otwierają się do końca.

To, że drzwi toalet publicznych nie dotykają podłogi, nie jest dziełem przypadku.

Zostały one zaprojektowane tak, aby spełniać wymogi bezpieczeństwa, higieny i ekonomiczności.

Być może narzekałeś już na tę drobną, ulotną niedogodność w publicznych toaletach: wyraźnie widoczne stopy i dziwne uczucie, że nie jesteś całkiem sam.

To nie wada konstrukcyjna ani zwykły przypadek architektoniczny.

Te krótsze drzwi, spotykane na lotniskach, w kinach i na dworcach kolejowych, opierają się na dobrze znanych, a czasem pomijanych zasadach.

Za ich niedokończonym wyglądem kryją się wymogi bezpieczeństwa i higieny, ale także zaskakujące efekty psychologiczne. Pomiędzy oszczędnością materiałów, wzmożonym nadzorem i zarządzaniem ruchem drogowym, te półdrzwi mają w zanadrzu więcej niż jednego asa w rękawie. Oto dlaczego nigdy nie sięgają podłogi.

Krótsze drzwi do toalety ratują życie (i pozwalają zobaczyć nieco więcej)

Eksperci wskazują przede wszystkim na bezpieczeństwo. W razie choroby, wypadku, a nawet pożaru, drzwi toalety z luką u dołu pozwalają na szybką identyfikację osoby w niebezpieczeństwie. Łatwiejsza staje się wtedy interwencja lub dostęp do toalety bez konieczności niszczenia całej ścianki działowej. Strona internetowa firmy Portable Toilets wyjaśnia to bardzo jasno: „Może to ułatwić udzielenie pomocy osobie, która przypadkowo zatrzasnęła się w toalecie lub źle się czuje”.