Poświęcili wszystko. Czas, energię, zasoby, a czasem nawet własne marzenia. A jednak obserwacja pozostaje niepokojąca i często bolesna: pomimo troskliwych, oddanych i pełnych dobrych intencji rodziców, niektóre dzieci wyrastają na zgorzkniałych, zdystansowanych dorosłych lub oskarżane o niewdzięczność. Jak wyjaśnić ten paradoks? To pytanie, równie niewygodne, co uniwersalne, znajduje trafne wyjaśnienie w słowach Oscara Wilde’a, wciąż tak samo przekonujących, jak zawsze, w samym sercu refleksji nad rodzicielstwem.
Kiedy miłość rodzicielska staje się przytłaczająca

Historia opowiada o genialnym człowieku, pozornie obdarzonym błogosławieństwem świata. Zapytany o to, co go boli w jego rodzicach, odpowiada zaskakująco: przeżyli za niego całe życie. Wszystko było zorganizowane, zaplanowane, zoptymalizowane. Studia, spędzanie wolnego czasu, przyjaźnie… nic nie było pozostawione przypadkowi. Na papierze idealne dzieciństwo. W rzeczywistości uczucie duszenia się.
Ten niepokój jest częstszy, niż nam się wydaje. Wielu rodziców chce „postępować właściwie”, oferować to, co najlepsze, aby uniknąć frustracji. Jednak w swoich staraniach o kontrolę, czasami zapominają o jednej istotnej rzeczy: dziecko nie jest projektem do ukończenia, ale osobą, którą należy wspierać.