Na zewnątrz promienie słońca grzały moją twarz.
Ciężar, który nosiłam przez tygodnie, nagle zniknął, pozostawiając po sobie coś nieznanego, ale mile widzianego: ulgę.
Przyszłość nie wydawała mi się już korytarzem, w który mnie popychano. Wydawała się otwarta. Niezapisana. Moja.
