Marcus entuzjastycznie skinął głową. Zgadza się. Bycie mądrym to coś więcej niż matematyka. Pan Whitman nigdy tego nie rozumiał. Wierzył, że liczy się tylko jeden rodzaj inteligencji. I być może to jest największa tragedia, pomyślał dyrektor Carter. Ilu geniuszy musiał przegapić, zbyt zajęty poszukiwaniem wąskiej definicji inteligencji, a potem odrzucaniem jej, gdy została mu przedstawiona w nieoczekiwanej formie? W miarę upływu popołudnia rozmowa przeniosła się z przeszłych krzywd na przyszłe możliwości. Rozmawiali o nowym programie nauczania, sposobach identyfikacji osób, które mogłyby je rozpoznać,
i wspierania różnych typów talentów, a także o tym, jak stworzyć środowisko, w którym wszyscy uczniowie mogliby się rozwijać, bez konieczności ukrywania swoich zdolności i narażania się na uprzedzenia. Ale być może najważniejszy moment nastąpił, gdy Marcus odprowadził dyrektor Carter do drzwi.
