Było późno po południu, kiedy zamarłem i powiedziałem sobie: “Przestań! Nie zabijaj tego domu! ‘

Było późno po południu w wilgotny letni dzień w moim ciasnym mieszkaniu w centrum miasta, kiedy zauważyłem dom stonoga błąkający się po podłodze w kuchni.

Większość ludzi chwyciłaby za but albo papierowy ręcznik, żeby zabić to bez zastanowienia.

Zamiast tego zamarłem i powiedziałem sobie: “Przestań! Nie zabijaj tej stonogi!”

Brudna, wielonożna istota była przerażająca, ale dziwnie przekonująca.

Przypomniałem sobie coś niepokojącego, co czytałam gdzieś. Powodem, dla którego te straszne pełzacze mogą być twoimi najlepszymi sojusznikami w zwalczaniu szkodników.

Ale nikt inny z kim żyłem nie czuł tego samego, a ich obrzydzenie było namacalne.

Ta chwila miała znaczenie, bo niespokojny rozejm, który starałem się utrzymać przy małych inwazjach w moim mieszkaniu, wyzywał mnie do przemyślenia tego, co czuło się instynktownie i odstraszająco.

W przeciętny dzień, mój rutynowy był napięty ścisk: praca z domu na freelance design gig, nacisnąć w czasie siłowni, obsługi połączeń od właściciela, który jest powolny do odpowiedzi na żądania naprawy, i utrzymać moje mieszkanie na tyle czyste, aby uniknąć uruchamiania alergii mojego współlokatora.

Dom nie był w najlepszej formie, stara kanalizacja czasami przecieka, często słabo oświetlony i zakurzony w narożnikach.

Próbowałem trzymać robaki na dystans, ale zawsze wracali.

Prawdziwym wyzwaniem nie były stonogi czy okazjonalne pająki, ale mieszkanie z Jamiem, moim współlokatorem, którego niechęć do niczego strasznego była źródłem ciągłego tarcia.

Jamie miał cichy autorytet w sprawie skarg – za każdym razem, gdy próbowałem wspomnieć o wypuszczeniu robaków, zostałem zwolniony lub spotkałem się z lodowatą ciszą.

“Zabij to”, Jamie powiedziałby, jakby moja empatia dla tych niespokojnych stworzeń była dziecinna lub dziwna.

Właściciel, z drugiej strony, wzruszył wszelkie prośby, aby naprawić lub wyczyścić prawidłowo, wzmacniając brak równowagi energetycznej, który sprawił, że czułam się uwięziona w miejscu, które nie było do końca moje.

Eskalacja zaczęła się subtelnie: dwa tygodnie temu, pozwoliłem stonoga żyć po złapaniu go pod szklanką, pokazując go Jamiemu przed wypuszczeniem go na zewnątrz.

Jamie przewracał oczami, czułam się mała i niesłyszalna.

Tydzień temu znalazłem kolejny i zawahałem się go zabić, a Jamie na mnie naskoczył.

Kilka dni temu na podłodze w kuchni pojawił się martwy karaluch; Jamie winił mnie za zaproszenie szkodników, nie zabijając “nieszkodliwych”.

Wczoraj przyłapałam się na zastanawianiu się, czy zgnieść kolejną stonogę, czy nie – za każdym razem, gdy napięcie wzrosło.

Właściciel w końcu wysłał kogoś na inspekcję po tym, jak Jamie zagroził, że się wyprowadzi, jeśli sytuacja się nie poprawi.

Z potwierdzeniem spotkania z kontrolą szkodników na jutro rano, przygotowuję się na to, co będzie następne.

Jestem złapany pomiędzy chęcią ochrony stonogów i sprostania wymaganiom Jamiego i właściciela.

Nie mogę uniknąć uczucia, że sytuacja się pogorszy, że mój cichy opór przed zabiciem stworzeń może wywołać konsekwencje, których jeszcze sobie nie wyobrażałem.

Mieszkanie wydaje się cięższe, ściany się zamykają, a malutkie nogi tych pełzających horrorów wydają mi się echem, nawiedza każdą decyzję.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Kiedy wieczór się zadomowił, patrzyłem na rogi pokoju, spodziewając się kolejnego stonoga.

Jamie miał niedługo wrócić z pracy i wiedziałam, że będzie kolejna runda napięcia.

Każda rozmowa o tych stworzeniach była jak chodzenie po skorupach.

Powietrze było nadal gęste, wilgotność nie ustąpiła.

Przechadzałem się po salonie, byłem niespokojny.

Wizyta kontrolera szkodników wisiała nade mną jak burza.

Odebrałam telefon, kusiłam wysłać SMS-a do właściciela, może opóźnię spotkanie.

Ale co bym powiedział?

Jak mógłbym to usprawiedliwić bez ujawniania mojego dziwnego przywiązania do kręgów?

Zapukanie do drzwi zaskoczyło mnie, rozpraszające myśli.

Zawahałem się, a potem otworzyłem, żeby znaleźć Jamiego stojącego tam, wyglądającego na zużytego i niecierpliwego.

“Widziałeś ich więcej?” Jamie pytał, a nie zawracał sobie głowę powitaniem.

Potrząsnąłem głową, choć moje serce ścigało się na kłamstwie.

Jamie wzdychał, przechodził obok mnie do mieszkania.

“Mam nadzieję, że ta rzecz z kontrolą szkodników działa”, Jamie mruczał, rozkładając ciężką torbę.

“Tak”, odpowiedziałem, mój głos nie jest dość stały.

Napięcie między nami było czymś żywym, namacalnym, naciskającym na małą przestrzeń.

Poruszaliśmy się wokół siebie, unikając kontaktu wzrokowego, każdy w naszym własnym świecie myśli.

Jamie włączył muzykę, znane melodie wypełniały milczenie.

Skupiłam się na rytmie, próbując uspokoić mój umysł wyścigowy.

Gdy noc trwała, patrzyłem na ściany, zastanawiając się, ile jeszcze centypedów ukryło się w środku.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Ranek przyszedł zbyt wcześnie, światło filtrujące przez żaluzje rzucanie pasków na podłodze.

Jamie już wstał, popijał kawę i przewijał się przez telefon.

Dołączyłem do stołu, cisza między nami.

Spotkanie było umówione na południe rano i poczułam, że minuty mi się wymykają.

Specjalista od zwalczania szkodników wkrótce przybędzie, a wraz z nimi koniec mojego niełatwego sojuszu z kręgami.

Musiałem zdecydować, czy coś powiem, spróbować ich oszczędzić.

Ale co mógłbym powiedzieć, że to nie brzmi śmiesznie?

Jamie wydawał się nieświadomy mojego wewnętrznego zamieszania, skupiony na ekranie.

Zegar krzyczał głośno w cichym pokoju, z każdą sekundą przypominał, co nadchodzi.

W końcu Jamie przemówił, przerwał milczenie.

“Wszystko w porządku?”

Klnąłem głową, choć nie było w nim mojego serca.

“Po prostu zmęczony”, odpowiedziałem, mając nadzieję, że to wyjaśnia mój niepokój.

Jamie kiwnął głową, przyjmując odpowiedź bez dalszych pytań.

Dzwonek do drzwi dzwonił, echo przez mieszkanie.

Jamie wstał i zastawił kubek.

“Już czas”, powiedział Jamie, idąc otworzyć drzwi.

Siedziałem i myślałem o tym…

A gdybym poprosił ich, żeby zostawili stonogi w spokoju?

Ale Jamie już otwierał drzwi, witając specjalistę od szkodników.

Zmusiłem się do stania, dołączenia do nich, starając się wyglądać na złożoną.

Specjalista był bystry, profesjonalny, przedstawiając plan.

Jamie kiwał głową, zatwierdzając każdy krok.

Unosiłem się na krawędzi rozmowy, czułem się nie na miejscu.

Czytaj więcej na następnej stronie

_ _ NEXTPAGE _ _

Rozpoczęto proces kontroli szkodników, specjalista przeprowadzający się przez mieszkanie z praktykowaną wydajnością.

Jamie śledził, zadawał pytania, upewniał się, że wszystko było dobrze zrobione.

Śledziłem za sobą, mój umysł burzę sprzecznych emocji.

W kuchni specjalista ustawia pułapki i rozpyla narożniki.

Jamie patrzył, ręce skrzyżowane, zadowolony wyraz ugody.

To już prawie koniec, i poczułem dziwny rodzaj straty.

Wszystkie te małe stworzenia zniknęły.

Jamie złapał mnie za oko, podniósł brwi.

“Wszystko w porządku?” Jamie po raz drugi poprosił o troskę.

Przytaknąłem, zmuszając do uśmiechu.

“Tak, cieszę się, że to się robi”, skłamałem, słowa były puste.

Jamie chyba to zaakceptował, wracając do specjalisty.

Ostatnie kroki były szybkie i wkrótce się skończyły.

Specjalista spakował się, dając instrukcje przez kilka następnych dni.

Jamie im podziękował, pokazał.

Kiedy drzwi się zamknęły, mieszkanie było inne, spokojniejsze.

Jamie zwrócił się do mnie, poczucie ulgi.

“Cieszę się, że to się stało”, powiedział Jamie, idąc do kuchni zrobić kawę.

Przytaknąłem, nie ufając głosowi.

Decyzja została podjęta, konsekwencje ustalone.

A jednak nie mogłem pozbyć się uczucia, że coś się zmieniło, że mój cichy opór zostawił ślad.

Uwaga: Ta historia to fikcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nazwiska, znaki i szczegóły zostały zmienione.

Leave a Comment