Słońce wisiało wysoko nad tętniącą życiem główną ulicą, rzucając ostre cienie na chodnik, gdy czekałem w pobliżu wózka z kawą. To była sobota, w której miasto rozkwitało na rutynowych próbach i przypadkowych pogawędkach. Moje oczy dryfowały po tłumie, wirując znajomymi twarzami owiniętymi w wygody ich weekendu.
Właśnie miałem odebrać drinka, kiedy coś niezwykłego przykuło moją uwagę. Stary motocyklista, człowiek często …
👇 👇 👇 👇 👇