To było tuż po kolacji w chłodny czwartkowy wieczór w naszej kuchni podmiejskiej. Moja pasierbica siedziała cicho przy stole, popychając jedzenie wokół talerza.
“Nie jestem głodna, mamo”, znowu szepnęła, unikając moich oczu.
Mój mąż wyszczotkował go zmęczonym chichotem, mówiąc, że wkrótce się przystosuje.
Dziś wieczorem, gdy spakował swoje bagaże na podróż służbową do Madrytu następnego ranka, coś w jej wahanie …
👇 👇 👇 👇 👇