Starałem się zachować optymizm. Powtarzałem sobie, że to tylko chwilowe, że uzdrowienie wymaga cierpliwości. Ale samotność ma to do siebie, że wkrada się, gdy gasną światła, gdy cichną rozmowy i gdy zostajesz sam ze swoimi myślami w środku nocy. Nie dawała o sobie znać głośno. Po prostu osiadała obok mnie, ciężka i uporczywa.
Spokojny pobyt w szpitalu, który stał się nieoczekiwanym źródłem nadziei
