Stałem przy stole w formie bufetu w wielkiej sali balowej, śmiejąc się i klingując okulary wirujące wokół mnie jak fala dźwięków. To było późne popołudnie, gdzie światło delikatnie filtruje przez wysokie okna, rzucając ciepły blask nad wszystkim.
Głos matki panny młodej przebił hałas jak nóż, ostry i celowy.
“Biedna ciocia”, powiedziała, jej słowa kula skierowana z przypadkowego okrucieństwa.
Kilku gości …
👇 👇 👇 👇 👇