Ten punkt zwrotny ma niewiele wspólnego z wiekiem, choć wielu doświadcza go po czterdziestce lub pięćdziesiątce. Nadchodzi, gdy mężczyzna lepiej rozumie siebie. Gdy wie, czego chce, czego nie będzie już tolerował i co jest dla niego naprawdę ważne.
Szuka więc spokoju, a nie intensywności. Szczerości, a nie performansu. Relacji, która wydaje się naturalna, w której może być sobą, nie musząc ciągle niczego udowadniać. Relacja nie służy już samotnemu wyleczeniu, lecz wzbogaceniu życia, które już samo się ustabilizowało.
Brak potrzeby nie oznacza odrzucenia miłości. Oznacza wybór jej z jasnością. Oznacza wejście w związek, ponieważ przynosi radość, a nie dlatego, że łagodzi strach czy pustkę.
Wybieranie miłości zamiast polegania na niej
Kiedy mężczyzna osiąga dziesięć etapów, relacje często się zdrowsze. Jest mniej presji, mniej oczekiwań wobec drugiej osoby i więcej wzajemnego szacunku. Każdy partner jest całością, a nie, kto szuka.
Ten rodzaj więzienia pozwala na wolność, autentyczność i dojrzałość. Miłość wydaje się, a jednocześnie głębsza. Nie jest już napędzana strachem przed samotną, lecz pragnienie towarzyszenia komuś, przebywanie i świadomie.
W końcu mężczyzna potrzebuje „potrzebować” kobiety, gdy jest odłączony od przewodu. I paradoksalnie, to następnie staje się koniecznością do kochania najszczerszego. Prawdziwe działanie nie pochodzi z tego, kto stoi obok ciebie, ale z poznania, kim jesteś, nawet gdy jesteś sam.