W drodze na pogrzeb syna Margaret słyszy głos z przeszłości dochodzący z głośników samolotu. To, co zaczyna się jako podróż pełna żalu, przybiera nieoczekiwany obrót, przypominając jej, że nawet w obliczu straty życie może odzyskać sens.
Mam na imię Margaret i mam 63 lata. W zeszłym miesiącu poleciałam do Montany, żeby pochować syna.
Robert oparł dłoń na kolanie, poruszając palcami, …
👇 👇 👇 👇 👇