Zamiast strachu poczułam… współczucie.
I miłość.
Objęłam go mocno.
– Nie poślubiłam ideału – powiedziałam. – Poślubiłam człowieka. I nie zamierzam nigdzie odchodzić.
Tej nocy nie było romantycznych gestów ani szeptanych obietnic. Była za to szczerość, łzy i rozmowa do świtu. To była noc, w której naprawdę staliśmy się małżeństwem – nie przez obrączki, ale przez zaufanie.
Dziś, po latach, wiem jedno:
To drżące łóżko w hotelowym pokoju nie było znakiem końca.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕