„Dlaczego twoja matka zachowuje się, jakby moje mieszkanie należało do niej? Puść ją!” – powiedziałam mężowi.

„Dlaczego twoja matka zachowuje się, jakby moje mieszkanie należało do niej? Puść ją!” – powiedziałam mężowi, rzucając ze złością ściereczkę na stół.

Iwan tylko westchnął ze znużeniem, spuszczając wzrok. Znowu to samo… Jak długo możemy poruszać ten sam temat, pogrążając się w błędnym kole wzajemnych pretensji i żalów? Czy Olga nie rozumie, że jej zachowanie tylko pogarsza sprawę?

„Olgo, rozmawialiśmy o tym już setki razy” – powiedział spokojnie, starając się ukryć irytację w głosie. „Mama mieszka z nami, bo nie ma dokąd pójść. Naprawdę nie możemy jej wyrzucić na ulicę!”.

„A mówiłam ci od razu – wynajmiemy mamie własne mieszkanie i koniec!” – odparła żona, a jej oczy zabłysły. „Ale nie, musisz ją bezwzględnie trzymać blisko siebie, kontrolować każdy jej ruch”. Rezultat był oczywisty – mamusia czuła się jak absolutna szefowa i rozkazywała wszystkim jak generał!

Iwan skrzywił się, pocierając nasadę nosa. W słowach Olgi było ziarno prawdy. Ostatnio jego matka rzeczywiście zaczęła zachowywać się zbyt bezceremonialnie – krytykowała synową bez powodu lub bez powodu, udzielała nieproszonych rad i zmieniała wszystko po swojemu. Cierpliwość Olgi wyraźnie się kończyła.

Ale co mógł zrobić? Wyrzucić matkę na ulicę? Umieścić ją w domu opieki? Serce mu zamarło na samą myśl. Antonina Pawłowna nie była już młoda i miała problemy zdrowotne. Kto by się nią zajął, jeśli nie jej jedyny syn?

Jednocześnie Iwan doskonale rozumiał uczucia żony. Ona też przeżywała trudne chwile – praca, dom, dwójka małych dzieci. A do tego dochodziła wiecznie niezadowolona teściowa, od której nie było ucieczki. Nic dziwnego, że nerwy miała napięte, a irytacja i uraza narastały.

„Olgo, nie kłóćmy się” – powiedział pojednawczo, podchodząc do żony i obejmując ją ramieniem. „Rozumiem, jak ci ciężko. Naprawdę rozumiem. Zastanówmy się razem, jak rozwiązać ten problem. Może spróbujmy znaleźć kompromis? Porozmawiać z mamą, poprosić ją, żeby była bardziej powściągliwa?”

„To nic nie da!” – prychnęła Olga, ale jej ramiona lekko się rozluźniły. „Mówiliśmy to już tyle razy i nic. Antonina Pawłowna ma temperament; łatwiej kruszyć granit niż ją przekonać”.

„Mimo to, spróbujmy jeszcze raz” – nalegał Iwan, patrząc żonie w oczy. „Jesteśmy rodziną, Olgo. Musimy trzymać się razem, wspierać się nawzajem. Nie ma innej drogi”.

Przyciągnął żonę do siebie i zanurzył twarz w jej włosach. Wciągnął w nozdrza jej znajomy, ukochany zapach. Boże, kiedy to wszystko stało się takie skomplikowane?” Przecież on i Olga byli wcześniej tacy szczęśliwi, tak bardzo marzyli o dużej, szczęśliwej rodzinie. A teraz co? Kłótnie, wzajemne pretensje, niekończące się starcia…

Ale nie, nigdy nie pozwoli, żeby ich małżeństwo się rozpadło! Będzie się starał, znajdzie wspólny język i pogodzi swoich bliskich. W końcu oboje – matka i żona – byli mu najbliżsi. Czy nie mogliby dojść do porozumienia i wyjść sobie naprzeciw?