Odkładając zakupy, niemal jakby zwierzając mi się z niezobowiązującej zwierzeń, powiedział mi, że chciałby wziąć na siebie więcej codziennych obowiązków. Nie dlatego, że narzekałam, nie z poczucia obowiązku, ale dlatego, że zdał sobie sprawę, jak ciche – i stałe – są niektóre obowiązki.
Jego słowa poruszyły mnie bardziej, niż mogłam sobie wyobrazić. Uświadomiłam sobie tę ciągłą organizację umysłu, którą często nosimy w sobie, nie zdając sobie z niej sprawy. To, co oferował, nie było po prostu „pomocą”, ale prawdziwym podzieleniem się ciężarem.