Doniczka stała na tylnym schodku domu mojej babci, odkąd pamiętam. Była z terakoty, wyblakła od dziesięcioleci słońca, z rantem poszarpanym i nierównym. Po jednej stronie biegł wąski otwór niczym blada blizna. Roiło się w niej wszystko, co było wystarczająco wytrzymałe, by przetrwać zaniedbanie: pelargonie w jednym roku, mięta w drugim, czasem tylko sucha ziemia i kilka uporczywych chwastów. Nikt nigdy jej nie komentował. Nikt jej nigdy nie ruszał.
Nieoczekiwana pamiątka: ukryta wartość skromnej doniczki
