„Pakuj się i ruszaj!” – warknęła teściowa. „Nie mam czym was nakarmić, a wy tu siedzicie”.

Daria Siergiejewna postawiła miskę ciasteczek na stole i włączyła czajnik. W wieku pięćdziesięciu ośmiu lat mogła wreszcie cieszyć się spokojem i komfortem własnego domu. Jej syn, Igor, niedawno się ożenił i wyprowadził, pozostawiając matkę w długo oczekiwanej samotności.

„Wreszcie” – westchnęła Daria Siergiejewna, robiąc sobie herbatę. „Teraz mogę żyć dla siebie”.

Dwadzieścia osiem lat macierzyństwa dobiegało końca. Igor ukończył edukację, znalazł pracę i ożenił się z przemiłą dziewczyną Aliną. Teraz młode małżeństwo musiało ułożyć sobie życie w wynajętym, jednopokojowym mieszkaniu niedaleko.

Pierwsze miesiące po ślubie minęły spokojnie. Igor i jego żona odwiedzali ich sporadycznie – raz w tygodniu, nie częściej. Daria Siergiejewna cieszyła się z tych wizyt, częstując nowożeńców domowymi posiłkami i pytając, jak się mają.

„Mamo, twoje jedzenie jest zawsze pyszne” – powiedział Igor, kończąc kotlety. „Alina, spróbuj ziemniaków. Mama świetnie gotuje”.

„Dziękuję, Dario Siergiejewno” – odpowiedziała uprzejmie dwudziestotrzyletnia synowa. „Jest bardzo smaczne. Naucz mnie tak gotować”.

Teściowa była wzruszona skromnością dziewczyny. Alina wydawała się dobrze wychowana i wdzięczna – dokładnie taka synowa, jakiej Daria Siergiejewna pragnęła dla swojego syna.

„Oczywiście, kochanie, nauczę cię” – obiecała kobieta. „Chodź, ugotujemy razem”.

Stopniowo jednak coś zaczęło się zmieniać. Wizyty stały się częstsze – najpierw dwa razy w tygodniu, potem trzy. I za każdym razem nowożeńcy przychodzili akurat na kolację, gdy potrawy były już przygotowane na stole.

„Mamo, właśnie przechodziliśmy obok” – powiedział Igor, siadając przy stole. „Czy mogę zjeść z tobą kolację?”

„Oczywiście, proszę usiąść” – odpowiedziała matka, choć w głębi duszy była zaskoczona tym zbiegiem okoliczności.

Alina nie była już nieśmiała, napełniała talerze i prosiła o dokładkę. A pod koniec kolacji zaczęła pytać:

„Daria Siergiejewna, możemy zabrać trochę ze sobą? Jutro musimy wcześnie iść do pracy, więc nie będziemy mieli czasu na gotowanie”.

Teściowa nie mogła odmówić. Wyjęła pojemniki, napełniła je resztkami i odesłała nowożeńców do domu z gotowym obiadem na następny dzień.

„Dziękuję, mamusiu” – Igor pocałował ją w policzek. „Jesteś dla mnie prawdziwym wybawieniem”.

Daria Siergiejewna starała się nie okazywać irytacji. Syn pozostaje synem, a synowa jest teraz również córką. Musi pomóc młodej rodzinie, dopóki nie staną na nogi.

Ale zapasy żywności zaczęły się kończyć coraz szybciej. Wcześniej pensjonat pokrywał wszystkie potrzeby, ale teraz musieli oszczędzać, żeby wyżywić gości.

„Igor, może nie powinieneś przychodzić tak często?” – zauważyła ostrożnie jego matka. „Mieszkam sama, więc niewiele gotuję”.

„Mamo, chodź!” – syn ​​machnął ręką. „Jesteśmy rodziną, powinniśmy sobie pomagać”.

„Oczywiście, Dario Siergiejewno” – zgodziła się Alina z mężem. „To dla nas naprawdę trudne. Czynsz jest drogi, a na zakupy spożywcze prawie nic nie zostaje”.

Kobieta ugryzła się w język. Młodzi ludzie pracują i zarabiają. Czy to naprawdę takie trudne?

Miesiąc później wizyty stały się codzienne. Każdego wieczoru około godziny siódmej rozlegał się dzwonek do drzwi i na progu pojawiała się młoda para.

„Cześć, mamo!” – krzyknął radośnie Igor. „Co dziś na obiad?”

Daria Siergiejewna była zmęczona. Musiała codziennie gotować dla trzech osób, kupować dodatkowe artykuły spożywcze i wydawać większość emerytury na jedzenie.

„Może czasem sama zjesz kolację?” – zasugerowała Daria Siergiejewna. „Przecież nie prowadzę restauracji”.

„Mamo, nie żądamy przysmaków” – powiedział Igor, obrażony. „Jemy proste jedzenie”.

„Daria Siergiejewna, jesteś matką, powinnaś wspierać swoje dzieci” – wtrąciła Alina. „Jesteśmy młodą rodziną, dopiero zaczynamy”.

„Ale ja też jestem żywą osobą, mam swoje potrzeby” – nieśmiało zaprotestowała teściowa.

„Na co?” – zapytała zaskoczona synowa. „Siedzisz w domu, na co masz to wydać?”

Daria Siergiejewna milczała, ale w głębi duszy kipiała z oburzenia. Czy młodzi ludzie naprawdę myśleli, że emeryt powinien żyć z dnia na dzień, żeby wyżywić zdrowych, pracujących ludzi?

Sytuację pogarszało coraz bardziej bezczelne zachowanie Aliny. Sama otwierała lodówkę, wyjmowała zakupy i wkładała jedzenie do pojemników.

„Co to jest?” zapytała synowa, oglądając słoik czerwonego kawioru. „Możemy trochę?”

„Kupiłam na święta” – słabo się opierała Daria Siergiejewna.

„Chodź, mamo” – wtrącił Igor. „Kupisz jeszcze trochę. Chcemy spróbować”.

A kawior trafił do nowożeńców. Podobnie jak drogi ser, który teściowa kupiła na urodziny. Podobnie jak domowy dżem, który robiła latem.

„Daria Siergiejewna, czy możesz wziąć trochę dżemu?” zapytała Alina, otwierając już słoik.

„Oczywiście, proszę wziąć” – zgodziła się gospodyni, choć w głębi duszy aż skuliła się z niechęci.

Dwa miesiące takiego życia zamieniły mieszkanie w przechodni ogródek. Nowożeńcy przyjechali, zjedli, zabrali resztki i wyszli. Daria Siergiejewna poczuła się jak kucharka we własnym domu.

Punkt kulminacyjny nastąpił w zwykły czwartkowy wieczór. Igor i Alina przyszli na kolację, zjedli gotowanego kurczaka z warzywami, a potem, z przyzwyczajenia, Alina poszła do lodówki.

„Co oni tam dla nas mają?” mruknęła dziewczyna, zerkając na półki. „A, mleko, twaróg… A co to za słoik?”

Alina znalazła się w posiadaniu słoika miodu lipowego, który Daria Siergiejewna kupiła specjalnie dla niej na targu od znajomego pszczelarza. Był drogi, ale bardzo smaczny i zdrowy.

„Alina, to mój miód na herbatę” – zapytała teściowa. „Proszę, nie dotykaj go”.

„Daj spokój, Dario Siergiejewno” – synowa machnęła ręką. „Kup jeszcze. Potrzebujemy tego teraz bardziej”.

„Mamo, nie bądź zachłanna” – wspierał żonę Igor. „Miód jest dla nas dobry, potrzebujemy go dla zdrowia”.

„Czyż nie potrzebuję tego dla zdrowia?” – nie mogła się oprzeć kobiecie.

„Nie masz nic lepszego do roboty niż jedzenie miodu?” prychnęła Alina. „Mamy ciężką pracę, potrzebujemy witamin bardziej”.

Dwa miesiące upokorzenia, obżarstwa, bezczelności – wszystko to wylało się w jednej chwili.

„Pakuj się i wracaj do domu!” – warknęła teściowa. „Nie mam czym was nakarmić, a wy tu siedzicie!”

Młoda para zamarła ze zdziwienia. Przyzwyczaili się do uległej teściowej, która wszystko tolerowała i nigdy nie narzekała.

„Mam dość!” – krzyczała dalej Daria Siergiejewna. „Przychodzisz tu co dzień, pełzając, pożerając wszystko, zabierając wszystko! Myślisz, że urodziłam się dla ciebie?”

„Mamo, co się z tobą dzieje?” Igor był zaskoczony.

„Co ze mną nie tak, to to, że straciłem cierpliwość! Oboje pracujecie, dostajecie pensję, a mimo to przychodzicie do emeryta, żeby coś zjeść!”

„Ale my jesteśmy rodziną…” Alina próbowała wtrącić.

„Jaka rodzina?” – wybuchnęła teściowa. „Rodzina to taka, w której ludzie sobie pomagają, a nie taka, w której jedzą tylko oni!”

„Daria Siergiejewna, jak możesz być taka bezwstydna!” – wykrzyknęła oburzona synowa. „Jesteś matką, powinnaś wspierać swoje dzieci!”

„Wspierajcie dzieci, a nie pasożyty!” – warknęła kobieta. „Dzieci mają po dwadzieścia lat, czas się same wyżywić!”

„Mamo, uspokój się” – Igor próbował przekonać syna. „Oszczędzamy tylko pieniądze, to nic poważnego”.

„Oszczędzasz moim kosztem!” – upierała się matka. „Oszczędzasz na mojej emeryturze!”

„Ale mieszkasz sama, niewiele ci potrzeba” – Alina nie poddawała się.

„Czy wam dwojgu potrzeba więcej niż jednego?” – zapytała sarkastycznie Daria Siergiejewna. „Żelazna logika!”

„Jesteśmy młodzi, musimy dorosnąć!” – warknęła synowa.

„Wychowuj je za własne pieniądze!” – warknęła teściowa. „A moja emerytura to moje pieniądze!”

Igor próbował podejść do matki:

„Mamo, dlaczego zachowujesz się jak obca osoba? Nie prosiliśmy o nic specjalnego”.

„Nie żądali tego?” – zapytała kobieta z niedowierzaniem. „Przychodzili codziennie, zjedli wszystko i zabrali resztki do domu!”

„Ale my ci podziękowaliśmy” – usprawiedliwiała się Alina.

„Podziękowali mi słowami, ale nie pomogli finansowo!” – oburzyła się Daria Siergiejewna. „Oskubują mnie od dwóch miesięcy!”

„Dobrze, czasami przyniesiemy jedzenie” – ustąpiła synowa.

„Nie ma potrzeby!” – warknęła teściowa. „Nic nie przynoś i nie przychodź sam!”

„Mamo, naprawdę nas wyrzucasz?” Igor był zdezorientowany.

— Naprawdę! Wynoś się stąd i nie wracaj!

„A co z rodzinnymi obiadami?” – spróbowała Alina.

„Obiady rodzinne będą u ciebie w domu!” – Daria Siergiejewna wskazała na drzwi. „W twoim mieszkaniu, na twój koszt!”

„Daria Siergiejewna, rozumiesz, że cię kochamy…” zaczęła wdzięcznie synowa.

„Kocham moje jedzenie i moje pieniądze!” – przerwała mu teściowa. „Ale mnie nie!”

„Mamo, nie bądź taka okrutna” – Igor spojrzał na matkę błagalnie.

„Okrutne? I tak okrutnie mnie wykorzystujesz od dwóch miesięcy!” – kobieta nie ustępowała. „Myślałeś, że staruszka to zniesie?”

„Nie myśleliśmy…” zaczął syn.

„Nie myśleliśmy, ale tak!” przerwała matka. „A teraz pomyśl, jak będziesz żyć!”

„Dobra, chodźmy, Igor” – Alina wyprostowała się z godnością. „Widzisz, oni nas tu nie chcą”.

„Oczywiście, że nie!” potwierdziła Daria Siergiejewna. „Mam tego serdecznie dość!”

“Już nie przyjdziemy!” zagroziła synowa.

„Wspaniale!” – ucieszyła się teściowa. „Będę mogła żyć w spokoju!”

„Będziesz tego żałować, mamo” – mruknął Igor, żegnając się.

— Jedyne, czego żałuję, to to, że tak długo znosiłem twoją bezczelność!

Drzwi zatrzasnęły się za nowożeńcami i w mieszkaniu zapadła błogosławiona cisza. Daria Siergiejewna opadła na krzesło i westchnęła głęboko.

Po raz pierwszy od dwóch miesięcy kobieta poczuła się jak pani domu. Nikt nie będzie grzebał w lodówce, nikt nie będzie prosił o więcej, nikt nie weźmie jej ostatnich zapasów.

„Igor zdobył wykształcenie, wypełniłam swój obowiązek” – powiedziała Daria Siergiejewna do pustego mieszkania. „Teraz niech sam uczy się życia”.

Kobieta poszła do kuchni, nastawiła czajnik i wyciągnęła cenny słoik miodu. Teraz mogła spokojnie popijać herbatę z tym wykwintnym trunkiem, bez obawy, że ktoś zażąda podzielenia się.

„Za moje zdrowie” – Daria Siergiejewna uniosła kubek. „I za zdrowy rozsądek”.

Telefon zadzwonił godzinę później. Na ekranie pojawiło się imię mojego syna.

„Mamo, może porozmawiamy?” W głosie Igora słychać było poczucie winy.

„Nie ma o czym mówić” – odpowiedziała spokojnie matka. „Żyj własnym rozumem”.

– Ale my jesteśmy rodziną…

— Rodzina żyje na miarę swoich możliwości, a nie na czyjejś szyi.

– Mamo, my już się przyzwyczailiśmy do twojej opieki…

„Przyzwyczaiłaś się do lenistwa” – poprawiła Daria Siergiejewna. „Odzwyczaj się od tego”.

— A co jeśli sytuacja stanie się dla nas naprawdę trudna?

„Więc będziesz szukał dodatkowej pracy. Albo Alina może znaleźć pracę na pół etatu”.

– Mamo, bądź człowiekiem…

„Jestem człowiekiem, nie bankomatem. Żegnaj, Igorze.”

Daria Siergiejewna wyłączyła telefon i zablokowała numer syna. Pozwólcie młodej parze zająć się swoimi problemami.

Następnego dnia kobieta poszła do sklepu i po raz pierwszy od dawna kupiła tylko to, czego potrzebowała. Koszyk był w połowie pusty, a w portfelu wciąż zostały jej pieniądze.

„Jak cudownie jest żyć dla siebie” – uśmiechnęła się Daria Siergiejewna, wkładając zakupy do lodówki.

Młoda para już się nie pojawiła. Od czasu do czasu matka słyszała od sąsiadów, że Igor i jego żona nauczyli się gotować, a nawet dorabiają w weekendy. Daria Siergiejewna kiwała głową i myślała: „Wreszcie dorośli”.

W domu kobieta cieszyła się spokojem, piła herbatę z miodem i czytała książki. Życie poprawiało się bez uciążliwych pasożytów.