„Żenia, weź klucze do domu od rodziców” – szepnęła Olga do męża. „Dlaczego oni tu przychodzą, kiedy chcą?”

Olga nagle wyrwała się z głębokiego snu. Nasłuchiwała; gdzieś z dołu dochodził głośny grzmot.

Kilkakrotnie łokciem szturchnęła w bok śpiącego męża i szepnęła: „Żenia, okradają nas”.

Mężczyzna przetarł oczy i zaczął nasłuchiwać – rzeczywiście, z dołu dochodziły jakieś dźwięki.

Żenia chwycił telefon ze stolika nocnego i spojrzał na zegarek.

„Jest siódma rano” – szepnął do żony. „Myślisz, że rabusie oszaleli? Na zewnątrz już jasno”.

„Patrzcie, kto tam jest” – powiedziała Olga bezgłośnie, ponieważ dźwięki dochodzące z dołu nie ustawały.

Żenia wyskoczył z łóżka, narzucił szlafrok i wyszedł. Kobieta z niepokojem nasłuchiwała oddalających się kroków męża, które wkrótce ucichły.

Jednak kilka sekund później rozległ się głośny śmiech Żeni i Olga odetchnęła. Nic więc strasznego się nie stało.

Kobieta czekała na męża przez kilka minut, a gdy ten się nie pojawił, postanowiła pójść i zbadać sprawę.

Na dole, przy kuchennym stole, siedziały trzy osoby: Żenia, jej teść i teściowa. Olga ze zdziwieniem patrzyła na nieproszonych gości.

„Schodzę, a oto mama i tata” – mężczyzna uśmiechnął się nerwowo, zauważając zmieszanie żony.

„Jak dostałaś się do naszego domu?” Olga była zaskoczona i usiadła na krześle.

Nie mogła uwierzyć, że rodzice jej męża odważyli się na tak bezczelne zachowanie.

„Mamy klucze” – powiedziała teściowa, machając w powietrzu dużym pękiem kluczy i patrząc na nią z zadowoleniem.

Ola uśmiechnęła się fałszywie w odpowiedzi, choć nie miała nastroju do śmiechu. Ten dom został kupiony sześć miesięcy temu przez rodziców jej męża.

Początkowo kupili go dla siebie, ale potem zaczęli narzekać, że jest za duży dla dwóch osób, podczas gdy dla ich syna i przyszłych dzieci był to najlepszy wybór.

Ponieważ jednak sprzedali swoje mieszkanie, aby kupić ten dom, złożyli nowożeńcom lukratywną ofertę.

– Ty się do nas wprowadź, a Oli sprzedaj swoje mieszkanie, daj nam pieniądze, a my za nie kupimy sobie mieszkanie.

„Dlaczego po prostu nie wymienić?” zapytała kobieta, która od dawna marzyła o posiadaniu domu.

„Nie podoba nam się twoje mieszkanie, a okolica też nie jest najlepsza” – skrzywiła się Walentyna Nikołajewna. „Więc co powiesz?”

Olga wzruszyła ramionami, dając teściowej do zrozumienia, że ​​potrzebuje czasu do namysłu.

„Moi rodzice oferują doskonałą opcję” – Żenia z całym entuzjazmem zaczął namawiać żonę do sprzedaży mieszkania.

Tydzień później kobieta zrezygnowała i sprzedała swoje mieszkanie. Pieniądze przekazano rodzicom Żeni, którzy przeznaczyli je na zakup dwupokojowego mieszkania.

„No cóż, wszyscy są szczęśliwi!” – teściowa klasnęła w dłonie z radości, otrzymując dokumenty mieszkaniowe.

„Tak” – Olga wymusiła uśmiech, przytłoczona jednym pytaniem. „Kiedy przeniesiesz na nas akt własności domu?”

„Dlaczego?” – zdziwiła się teściowa. „Tylko po to, żeby marnować pieniądze. Będziesz ich później potrzebować. A może nam nie ufasz?”

„Ufam ci” – odpowiedziała kobieta nieśmiało, w myślach wyrzucając sobie rozpoczęcie tej rozmowy.

Cóż bowiem mogli zrobić Żeni rodzice? Szybko jednak pożałowała swojej decyzji.

Teściowa i jej mąż zaczęły coraz częściej pojawiać się w ich domu bez żadnego zaproszenia.

Pewnego weekendowego dnia Walentyna Nikołajewna zjawiła się w domu bez uprzedzenia, otworzyła drzwi do pokoju i krzyknęła głośno: „Czas wstawać!”

„Mamo, mamy tylko jeden dzień wolnego” – jęknął mężczyzna. „Proszę, daj mi spać”.

„Dobrze, ale nie dłużej niż godzinę!” Walentyna Nikołajewna zatrzasnęła drzwi.

„Żenia, mam tego naprawdę dość” – szepnęła Olga do męża. „Zabierz im klucze. Po co tu przychodzą, kiedy chcą?”

„Porozmawiam z nimi” – mruknął mężczyzna i odwrócił się do ściany.

Jednak nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, rodzice Żeni uznali, że mogą robić w domu, co im się podoba.

Rano para zaczęła zauważać nie tylko siebie, ale także swoich przyjaciół, spokojnie pijących herbatę w kuchni.

„Żenia, co się dzieje? To nasz dom! Kiedy im o tym powiesz?” – oburzyła się Olga, uderzając pięścią w stół.

„Mówiłem ci, ale to nic nie da. Od razu się denerwują, oświadczając, że jeśli odejdą z naszego życia, to na zawsze. A kiedy umrą, nie będę o tym wiedział” – powiedział mężczyzna, unosząc ręce.

„Wspaniale, a nie mamy dokąd wracać!” Olga złapała się za głowę. „Jaka byłam głupia, że ​​im zaufałam i sprzedałam mieszkanie. Teraz nie ma mieszkania, nie ma domu”.

Kobieta usiadła na skraju łóżka i wybuchnęła płaczem. Uspokoiwszy się trochę, postanowiła porozmawiać z rodzicami męża.

Nie było potrzeby ich szukać, niemal cały czas znikały w domu.

„Walentino Nikołajewna, Władimirze Pietrowiczu, chcę z wami porozmawiać!” Olga usiadła naprzeciwko teścia i teściowej. „To nie może tak dalej trwać. Po prostu nie mogę dojść do tego, czyj to dom”.

„Twoje, oczywiście” – teściowa i teść wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

„To dlaczego ciągle cię tu widzę? Wyszłam za mąż za twojego syna, a nie za ciebie. Nie chcę się obudzić i cię tu widzieć od razu” – powiedziała Olga, zbierając się na odwagę. „Proszę, daj mi klucze”.

Po twarzach Walentyny Nikołajewny i Władimira Pietrowicza widać było, że nie byli gotowi na wysłuchanie takiego przemówienia.

„Okej” – powiedziała para oszołomiona, po czym, odrzuciwszy bukiet, szybko opuściła dom.

Olga odetchnęła z ulgą. Okazało się, że to wszystko takie proste. Wystarczyło z nimi porozmawiać.

Olga cieszyła się spokojem i ciszą domu przez dwa tygodnie. W tym czasie postanowiła przeprowadzić remont.

W weekend poszli z Żenią do sklepu z narzędziami i kupili potrzebne materiały.

Jednak po powrocie czekała na nich niespodzianka. Teść i teściowa siedzieli przy kuchennym stole, popijając herbatę, jakby rozmowa nigdy się nie odbyła.

Najwyraźniej korzystali z zapasowych kluczy, których mieli mnóstwo.

Widząc syna trzymającego w rękach rolki tapety, Walentyna Nikołajewna uniosła brwi.

„O czym myślisz?” zapytała zirytowana. „Planujesz jakieś remonty?”

„Cóż, tak, postanowiliśmy to trochę odświeżyć” – Zhenya wyglądała na zdezorientowaną.

„Żadnych napraw. Kup sobie własny dom i tam decyduj, ale ja tu nie pozwolę na żadne zmiany” – powiedział Władimir Pietrowicz, podskakując, jakby urażony.

„Co masz na myśli, moje? A czyje to jest?” Olga zacisnęła zęby ze złości.

„To nasz dom, ten, w którym pozwoliliśmy ci mieszkać” – wyjaśniła chłodno Walentyna Nikołajewna.

„Chyba zapomniałeś, że mieszkasz w mieszkaniu kupionym za moje pieniądze!” – kobieta była wściekła.

„Ile warte jest twoje mieszkanie, a ile ten dom? Czujesz różnicę?” Władimir Pietrowicz uśmiechnął się wyniośle i zaczął nerwowo stukać palcami w blat stołu. „Więc albo żyj na naszych warunkach, albo, jeśli coś ci nie odpowiada, znajdź sobie nowe lokum”.

“Oddajcie mi pieniądze za mieszkanie!” Olga z trudem się otrząsnęła.

„Nie” – teściowa uśmiechnęła się sarkastycznie. „Masz gdzie mieszkać”.

Olga spojrzała na męża błagalnym wzrokiem, mając nadzieję, że ją wesprze, lecz Żenia milczał, mając przygnębioną minę.

Kobieta oburzyła się i podniosła ręce, po czym pobiegła na górę, zamierzając spakować swoje rzeczy i opuścić ten dom.

„Ojej, bądź jeszcze cierpliwy” – Żenia, odprowadziwszy rodziców do pokoju, wszedł – „na pewno coś wymyślimy”.

– Co?

„Mam pomysł” – uśmiechnął się mężczyzna, ale mimo pytań żony, nie powiedział ani słowa.

Jednak następnego dnia wszystko stało się jasne. Olga zeszła na dół, słysząc, jak ktoś natarczywie dzwoni do drzwi.

Otworzyła je i zobaczyła teścia i teściową. Spojrzeli na nią zmieszani i obracali klucze w dłoniach.

„Z jakiegoś powodu nie mogli tego otworzyć” – narzekał Władimir Pietrowicz.

„I już nie będziesz mógł” – Żeńka wyłonił się zza żony. „Zmieniłem zamki. Teraz możesz do nas zadzwonić tylko telefonicznie”.