„Zorganizujemy wesele za twoje pieniądze, ja ich jeszcze nie mam” – powiedział mi pan młody.


Strona główna
 » — Ślub odbędzie się za twoje pieniądze, ja ich jeszcze nie mam — Pan młody mi powiedział

„Zorganizujemy wesele za twoje pieniądze, ja ich jeszcze nie mam” – powiedział mi pan młody.

Bez kategorii

AutorAnnaCzas czytania11 minut.Widoki1899Opublikowany9 lutego 2026 r.

„Iroczko, moja droga, może nie powinniśmy się spieszyć ze ślubem?” – zapytała zmartwiona Maria Siergiejewna, obserwując, jak jej córka przegląda katalogi ślubne. „Jesteście z Lioszą dopiero pół roku razem; nie podejmuje się takich decyzji tak pochopnie. Najpierw lepiej się poznajcie, oswójcie się”.

Irina podniosła ku matce błyszczące oczy, w których głębi kryła się determinacja:

„Mamo, po co się dostosowywać? Kochamy się, po co to przeciągać? Poza tym oboje mamy już po 28 lat, czas założyć rodzinę i mieć dzieci. Poza tym, nie jest wygodnie dzielić nasz czas między dwa domy. Weźmy ślub i żyjmy długo i szczęśliwie, zobaczysz!”

Maria Siergiejewna westchnęła. Jej córka zawsze taka była – impulsywna, romantyczna. Ale sama Maria Siergiejewna nie przepadała za Aleksiejem. Był zbyt lekkomyślny i nieodpowiedzialny. Żył chwilą, zmieniając pracę jak rękawiczki, spędzając coraz więcej czasu z przyjaciółmi i na imprezach. Jak ktoś taki mógł utrzymać rodzinę? No cóż, może z czasem się opamiętał, skoro Ira tak bardzo w niego wierzyła. W końcu jej szczęście było najważniejsze.

„Dobrze, moja droga. Wy, młodzi, oczywiście wiecie lepiej. Skoro już się zdecydowaliście, weźcie ślub. Ale obawiam się, że ślub będzie miał kłopoty. Wiesz sama, od śmierci ojca ledwo wiążę koniec z końcem. Skąd mam uzbierać wystarczająco dużo pieniędzy na wystawne przyjęcie? Podpiszcie małżeństwo skromnie, a wtedy może staniecie na nogi i będziecie świętować godnie”.

Irina machnęła na to niedbale ręką:

„Och, mamo, to nic takiego! Ślub to wydarzenie jedyne w życiu i chcę, żeby wszystko było na najwyższym poziomie. Poza tym Liosza obiecał, że sam wszystko zorganizuje, żeby nikomu nie przeszkadzać. Ma dobrą pracę, więc sam wyłoży kasę. Wyobraź sobie – restauracja, limuzyna, suknia jak z bajki! To będzie ślub marzeń!”

Maria Siergiejewna nie mogła powstrzymać uśmiechu, słysząc marzycielski ton córki. Cóż, oby Bóg dał, wszystko rzeczywiście się ułożyło. Pan młody wydawał się całkiem zamożny; nie brakowałoby mu pieniędzy na zorganizowanie porządnego ślubu. Najważniejsze było, żeby później wszystko ułożyło się w ich życiu rodzinnym. Maria Siergiejewna jakoś w to wątpiła. Starała się jednak tego nie okazywać, żeby nie zasmucać jeszcze bardziej serca Iriny.

Tydzień później, podczas jednego z ich nielicznych wspólnych wieczorów, Aleksiej i Irina siedzieli w kuchni, planując nadchodzącą uroczystość. Irina była przepełniona entuzjazmem, wyobrażając sobie piękną suknię, bukiet i zwiewny walc na pierwszy taniec. Aleksiej tylko skinął głową z roztargnieniem, bawiąc się telefonem. W pewnym momencie odłożył telefon, odchrząknął i powiedział z udawaną nonszalancją:

„Słuchaj, Ir… A może byśmy urządzili wesele za twoje pieniądze, co? Nie mam jeszcze takich oszczędności. Myślałam, że obiecałeś wkrótce premię, więc urządzimy z tego huczną imprezę. A ja oddam ci wszystko co do grosza z następnej wypłaty. Co sądzisz o tym planie?”

Coś w Irinie pękło. Wpatrywała się w narzeczonego, oszołomiona, nie wierząc własnym uszom. Czy on mówił serio? Czy proponował, że zapłaci za jej ślub z własnych pieniędzy? A co z jego obietnicami, zapewnieniami, że sam wyłoży wszystko?

„A-alosza, co się stało?” – wyrzuciła z siebie oszołomiona. „Przysięgałeś, że sam wszystko zorganizujesz i nie będziesz zawracał głowy mamie i mnie. A teraz co się stało? Jakieś problemy w pracy?”

Aleksiej zawahał się i odwrócił wzrok. Było jasne, że wstydzi się do tego przyznać. Ale nie mając wyboru, pod zdumionym spojrzeniem Iriny, zmuszony był wyjaśnić:

— No cóż, jak to ująć… No cóż, już tam nie pracuję. Zrezygnowałem tydzień temu. Wiecie, z takim szefem-tyranem nie da się wyżyć. Więc się poddałem i trzasnąłem drzwiami. Jeszcze nie znalazłem nowej pracy; wiecie, to nie jest szybkie. Ale nie martwcie się, aktywnie szukam. Przynajmniej teraz jestem wolny i mam czas na przygotowania do ślubu. No i co z tego? Może urządzimy imprezę, która wzbudzi zazdrość wszystkich?

Irina słuchała tej zdumiewającej tyrady w kompletnym osłupieniu. Czy on sobie ze mnie żartuje? Jest bez pracy od tygodnia, a już planuje ślub? Ciekawe, skąd bierze na to pieniądze?

„Co masz na myśli, mówiąc „odejdź”? Czemu mi od razu nie powiedziałeś? I co teraz planujesz?” Pytania lały się z niej strumieniami.

Aleksiej tylko wzruszył ramionami z irytacją:

„No i co tu dużo mówić? Zajmie mi to tylko kilka tygodni, znajdę nową. To niemała kwota, wyżywię siebie i żonę. W międzyczasie możemy odpocząć i cieszyć się sobą. I tak harujesz jak wół, starczy dla nas obojga. Daj mi tylko trochę szybkiej kasy na wesele, resztą się zajmę. Czemu jesteś taki ponury? Musimy świętować, będziemy się świetnie bawić!”

Irina gwałtownie wstała od stołu. W środku kipiała z żalu i dezorientacji. Czy tak właśnie jej mąż wyobrażał sobie życie rodzinne? Żeby ona harowała, podczas gdy on wylegiwał się i imprezował? I to na jej koszt, w dodatku? Niemożliwe! Wybrał niewłaściwą kobietę!

„Wiesz co, uciekaj stąd!” – warknęła, patrząc na oszołomioną Leszę. „Jeśli tak wyobrażasz sobie rodzinę i obowiązki męża, znajdź sobie innego idiotę. Nie zatrudniałam się jako niania. Jeśli chcesz ślubu, to zapracuj i zorganizuj go sama. I zwolnij mnie. Nie potrzebuję takiego szczęścia za darmo!”

Policzki Aleksieja zaczęły drgać:

„Ir, co z tobą nie tak? Zwariowałeś? Niszczysz związek przez takie bzdury? No cóż, powiedziałeś to bez zastanowienia, każdemu się to zdarza. Zapomnij o tym. Zamiast tego skupmy się na ślubie, nie zostało wiele czasu”.

Ale Irina była niepowstrzymana. Gniew, rozczarowanie, uraza – wszystko mieszało się z nią, wylewając się niekontrolowanym strumieniem:

— Bez myślenia? Całe twoje życie to jedno wielkie „bez myślenia”! Żadnej odpowiedzialności, żadnych planów, żadnej chęci troszczenia się o kogokolwiek poza sobą. Jedyne, co potrafisz, to grać w gry do późna w nocy i spotykać się z przyjaciółmi. Po co mi, do cholery, taki mąż? Nie, dziękuję. Spadaj i znajdź sobie innego głupca. Jakoś sobie poradzę bez ciebie.

Aleksiej podskoczył, jego twarz pociemniała ze złości:

— Jak śmiesz? Za kogo ty się uważasz? Myślisz, że kiedykolwiek znajdę kogoś takiego jak ty? Znalazłbym ich setkę samym gwizdaniem!

„To idź do swojej setki!” krzyknęła Irina, wybiegając na korytarz. „Tylko najpierw wyjdź z mojego mieszkania i zostaw klucze!”

„Proszę cię! Znajdź sobie innego frajera, skoro jesteś taki twardy!” – warknął Lesha, chwytając go za kurtkę i wybiegając za drzwi.

Trzask drzwi zdawał się wstrząsać całym wejściem. Irina powoli osunęła się na podłogę i wybuchnęła płaczem. Boże, co to było? Czy to naprawdę koniec? Jak on mógł, jak śmiał zrzucać na nią wszystkie swoje problemy? Tak bardzo go kochała, tak bardzo w niego wierzyła! A on… Cholerny egoista, oto kim był.

Irina nie zmrużyła oka przez całą noc. Gniew ustąpił miejsca rozpaczy, uraza rozczarowaniu. Czy się pomyliła? Czy pomyliła swoje pobożne życzenia z rzeczywistością, nie dostrzegając prawdziwego oblicza narzeczonego? Przerażające było pomyśleć, co by się stało, gdyby zdecydowała się z nim zawrzeć związek małżeński. Dokąd zaprowadziłaby ich ta nieodpowiedzialność, to konsumpcyjne podejście do jej uczuć i pieniędzy? Nie, dobrze, że wszystko wyszło na jaw. Lepsza gorzka prawda niż słodkie kłamstwo.

Rano Irina z trudem szła do pracy z twarzą opuchniętą od płaczu. Jej koledzy taktownie nie wtrącali się, widząc jej ponurą minę. I dzięki Bogu. A w porze lunchu biuro wypełnił dźwięk dzwoniącego telefonu. Irina z zapartym tchem spojrzała na ekran – „Ljosza”. Czy on naprawdę się opamiętał? Czy chce wrócić do tego, co było? Więc weź głęboki oddech i działaj pełną parą. Teraz będziesz musiała cierpieć, moja droga.

– Cześć.

— Ira, to ja. Czemu wczoraj tak się wkurzyłaś? Tylko żartowałam o ślubie. Chciałam być zabawna. W każdym razie, pogódźmy się. Nie róbmy z jednego dnia kłótni roku związku.

Irina powstrzymała się przed rzuceniem telefonem o ścianę. Czy on żartował? Chciał mnie wrobić? Ojej, daj spokój…

„Wiesz co, Aleksiej, daj sobie spokój z tymi żartami. Wczoraj jasno pokazałeś, jak cenne są twoje obietnice i jak wyobrażasz sobie nasze życie rodzinne. Więc zakończmy tę sprawę. Chcę polegać na mężczyźnie, a nie nosić pchłę na plecach. Wszystkiego najlepszego.”

I nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się. Serce waliło jej jak młotem, dusiła się z żalu, ale ogólnie rzecz biorąc, poczuła dziwną ulgę. Postąpiła słusznie. Zakończyła to, żeby nie musieć się już dłużej zadręczać. Lepiej teraz, niż żałować do końca życia. A potem, jak na zawołanie, wpadła Natasza z księgowości, promieniejąc niczym wypolerowana moneta:

„Irinko, co za radość! Dali ci premię i teraz wypłacą ci pensję. Wyobraź sobie, całe 50 tysięcy! To się nazywa prezent ślubny od firmy. Baw się dobrze, kochanie!”

Irina uśmiechnęła się smutno, odbierając ukochaną kopertę z rąk przyjaciółki. O tak, to rzeczywiście „prezent ślubny”. Gdyby tylko Natasza wiedziała, że ​​ten ślub nigdy się nie odbędzie…

„Dziękuję, Nataszo. Ale nie wydam tego na wesele.”

„A po co?” – zapytała ze zdumieniem. „Wykwintna suknia, restauracja, limuzyna? Twoja złota Lyoszka i tak obiecała wszystko. Co za szczęście, że trafiłaś na faceta, który nie pije, nie pali, ma pieniądze i troszczy się o ciebie…”

Irina gorzko się zaśmiała przez łzy, które zaczęły napływać jej do oczu:

„Tak, jasne. Okazuje się, że jest mistrzem w składaniu obietnic. W każdym razie, Natasza, ślubu nie będzie. Rozstaliśmy się”.

„Jak się rozstaliście? Dlaczego?” Splotła dłonie, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w przyjaciółkę. „Byliście tacy kochani, nierozłączni! Co się stało?”

Ira, dusząc się od łez, opowiedział oszołomionej Nataszy wczorajszą historię. O nagłym zwolnieniu Lyoszyna, jego bezczelnej propozycji sfinansowania ślubu, kłótni i skandalicznym odejściu. Natasza słuchała, a jej twarz robiła się coraz bardziej ponura. A kiedy Ira skończyła, powiedziała z uczuciem:

„Co za idioci! Ira, postąpiłaś słusznie. Po co ci, do cholery, taki pasożyt? Dziś urządza wesele twoim kosztem, jutro będziesz musiała go wspierać. Nie, nie mogę narzekać na pozbycie się takiego „prezentu”. Zgadza się, pozbądź się go, zanim będzie za późno!”

Irina skinęła głową z goryczą, ocierając łzy. Jej przyjaciółka miała rację – lepiej zerwać teraz, niż cierpieć do końca życia. Postanowiła wykorzystać premię na wyjazd nad morze, żeby odpocząć i zregenerować siły.

Tego wieczoru Ira zarezerwowała w ostatniej chwili podróż do Turcji. Najważniejsze było, żeby zmienić otoczenie i mieć szansę na otrzeźwienie. Jej matka z ulgą przyjęła wiadomość o zerwaniu zaręczyn; najwyraźniej ona też przejrzała Lyoszę na wylot.

Tydzień w Antalyi minął jak z bicza strzelił. Ira opalała się, pływała i podziwiała widoki. Starała się mniej myśleć o rozstaniu, choć chwilami ogarniała ją fala melancholii – w końcu prawie rok związków, planów i nadziei legł w gruzach w jednej chwili.

Ale skoro Lyosha wybrał imprezowanie zamiast troski o rodzinę, lepiej, żeby prawda wyszła na jaw przed ślubem. Łatwiej się rozstać teraz, niż spędzić resztę życia, plując sobie w brodę.

Pewnego wieczoru, popijając koktajl przy basenie, Ira poznała imponującego, przystojnego Wiktora. Jej nowy znajomy okazał się oczyta i dowcipny – niczym powiew świeżości po twardo stąpającym po ziemi Aleksieju.

Podczas kolacji w restauracji rozmowa płynęła naturalnie. Żegnając się, Victor z galanterią pocałował Irę w dłoń, proponując, żeby kiedyś powtórzyli wieczór. Wracając do pokoju, poczuła dawno zapomniany dreszcz emocji. Czy los naprawdę mógł dać jej drugą szansę?

W domu, zainspirowana wspomnieniami z wakacji z Victorem, Ira rzuciła się w wir nowego związku. Spotkania, restauracje, serdeczne rozmowy. Victor zabiegał o jej względy, dając jej poczucie bezpieczeństwa. Zupełnie zapomniała o rozstaniu z Leshą.

Kilka miesięcy później, podczas spaceru w parku, Wiktor nagle uklęknął na jedno kolano z pierścionkiem: „Iro, zostań moją żoną!”. Ze łzami szczęścia wyszeptała ukochane „Tak!”. Teraz będzie miała prawdziwą rodzinę, kochającego, niezawodnego męża.

Wiktor wziął na siebie ciężar organizacji ślubu. Suknia, restauracja, limuzyna – wszystko, o czym Ira marzyła z Aleksiejem. Ale jeśli wtedy była to tylko mglista fantazja, teraz stała się namacalną rzeczywistością z godnym siebie mężczyzną.

I oto nadszedł długo oczekiwany moment: promienna Irina w białej sukni kroczy do ołtarza. Tak, droga do szczęścia była ciernista. Ale to wszystko nauczyło mnie doceniać prawdę i odrzucać fałsz. Zrozumieć, że małżeństwo opiera się nie na przelotnej namiętności, ale na dojrzałej miłości i odpowiedzialności.

Kątem oka dostrzegłem bladego, pijanego Aleksieja przemykającego przez tłum gości. Serce ścisnęło mi się z mieszaniny litości i ulgi. Ulżyło mi, że nie związałem swojego losu z tak dziecinnym, zmarnowanym życiem.

Ściskając dłoń Victora, Ira wiedziała, że ​​wszystko było warte zachodu. Każda próba prowadziła do tego dnia. Dnia odnalezienia szczęścia jako kobieta. Nawet jeśli nie z tym, o którym początkowo marzyła.

Czekało na nich cudowne życie rodzinne, pełne miłości i wsparcia. To marzenie każdej dziewczyny. Ale Lesha musiała się czegoś nauczyć. Dorosnąć i nauczyć się doceniać to, co cenne.