Kiedy rano podniosłam koszulę męża, spodziewałam się wysypki albo ugryzienia owada. Ale nie tego.
Na jego górnej części pleców widniało około trzydziestu maleńkich czerwonych śladów, idealnie ułożonych, lśniących niczym przezroczyste jaja pod skórą. Ścisnęło mnie w żołądku.
„Oliver, nie ruszaj się” – wyszeptałam.
Na początku się roześmiał, myślał, że żartuję, dopóki nie zobaczył mojej miny.
Dwadzieścia minut później byliśmy na izbie przyjęć. Pokazałam pielęgniarce zrobione przeze mnie zdjęcia, zbliżenia śladów, każdy z ciemną kropką pośrodku. Zamarła, wymieniła szybkie spojrzenie z lekarzem i pospiesznie odeszła.
Chwilę później wszedł lekarz, zerknął na plecy Olivera i powiedział spokojnie, ale stanowczo:
„Zadzwoń na policję”.
Po prostu na niego patrzyłam. „Co masz na myśli, dzwoniąc na policję?”
Nie odpowiedział. Znów zwrócił się do pielęgniarki. „Teraz”.
Niedługo potem przybyli dwaj funkcjonariusze. Kazali Oliverowi usiąść, a jeden z nich badał jego plecy w rękawiczkach.
Oliver wyglądał na przerażonego. „To tylko ukąszenia owadów, prawda? Może pająki albo pluskwy…”
Funkcjonariusz mu przerwał. „Proszę pani, czy pani mąż był w tym tygodniu w jakimś nietypowym miejscu? Na kempingu? Na budowie? W piwnicach?”
Pokręciłam głową. „Nie. Tylko w domu i w pracy. Jest księgowym”.
Lekarz pochylił się w stronę funkcjonariusza i wyszeptał coś, czego ledwo dosłyszałam, tylko jedno zdanie: ślady po implantach.
Krew mi zmroziła krew. „Implanty? O czym pan mówi?”
Funkcjonariusz delikatnie odciągnął mnie na bok. „Pani Hale” – powiedział cicho – „jeszcze nie jesteśmy pewni, z czym mamy do czynienia. Ale ten wzór… widzieliśmy go już wcześniej”.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, wróciła pielęgniarka z zapieczętowaną torebką na dowody rzeczowe. W środku znajdowało się kilka drobnych metalowych odłamków, które właśnie wyciągnęli ze skóry Olivera.
Wtedy zaczął się niekontrolowanie trząść.
SOR zapełnił się ruchem, funkcjonariusze mówili do radiotelefonów, pielęgniarki szeptały, wezwano detektywa. Pamiętam, jak przyciskałam się do ściany, patrząc, jak mój mąż drży na szpitalnym łóżku, błagając o odpowiedzi.
I jedyne, co mogłam pomyśleć, bez przerwy, to że ktoś lub coś mu to zrobiło, kiedy leżał obok mnie w naszym łóżku.