Ciąg dalszy historii

— Dziesięć. Prawie jedenaście. Piotr szybko policzył w myślach. — Kiedy ostatnio widziałeś mamę? Kacper objął kubek obiema dłońmi. — Dwa lata temu. Zostawiła mnie w schronisku przy drodze. Powiedziała, że wróci za dwa dni… ale nie wróciła.

— Była chora? Ranna? — Nie. Tylko strasznie przestraszona. Piotr wyjął telefon i pokazał zdjęcie ślubne. — To ona? — Tak… ale tutaj wygląda na szczęśliwą.

— Wspominała mnie kiedyś? — Mówiła, że był mężczyzna, który ją bardzo kochał. Ale że musiała zniknąć, żeby wszyscy byli bezpieczni. Coś kliknęło w głowie Piotra. — Bezpieczni przed kim? — Nie powiedziała.

Tego samego wieczoru Piotr zadzwonił do prywatnego detektywa. — Test DNA. Natychmiast. I prześwietl ponownie wszystko, co dotyczy zniknięcia Magdaleny. W klinice pobrano próbki jeszcze przed północą. Czekanie było torturą. Gdy lekarz wyszedł z gabinetu z teczką w dłoni, Piotr poczuł, jak świat się chwieje.

— Panie Zieliński… wynik jest jednoznaczny. — Proszę mówić. — Prawdopodobieństwo ojcostwa: dziewięćdziesiąt dziewięć i dziewięć dziesiątych procenta. — Czyli… — To pański syn.

Kacper siedział na korytarzu, kołysząc nogami. Piotr usiadł obok. — Kacprze… — urwał. — Co? — Jesteś moim synem.

Chłopiec wpatrywał się w podłogę. — To… ona nie kłamała? — Nie. — Nie zostawi mnie pan? Piotr spojrzał mu prosto w oczy. — Nigdy.

Kilka dni później detektyw przyniósł odpowiedzi. Fałszywe nazwiska. Wynajmowane mieszkania. Ślady przelewów. Okazało się, że Magdalena była świadkiem przestępstwa związanego z jedną z wielkich korporacji technologicznych. Uciekła, by chronić siebie i dziecko. A dwa lata temu kamery zarejestrowały ją w innym stanie. — Ona żyje — powiedział Piotr twardo. Miesiąc później znaleźli ją w nadmorskim miasteczku. Pod innym nazwiskiem. Z tym samym perłowym wisiorkiem.

KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕