Andriej wstał i podszedł do okna.
Na dworze padał październikowy deszcz. Żółte liście przyklejały się do parapetu. Kiedyś w taką pogodę piliśmy razem herbatę, planując weekend.
Proste życie rodzinne, które ceniłam bardziej niż on.
Ostatnia próba
— Lido, a jeśli zostanę? — powiedział, nie odwracając się. — Zapomnijmy. Zaczniemy od nowa.
— Od nowa? — ostrożnie odłożyłam dokumenty do teczki. — Andriej, Kristina wie o twoich nowych planach?
— Co ma do tego…
— Ma, bo wczoraj wieczorem dzwoniła do ciebie cztery razy. Myślisz, że nie słyszałam? Siedziałam w kuchni, słuchając twoich delikatnych tonów w korytarzu.
Odwrócił się. Twarz zdezorientowana, prawie dziecięca.
Ciekawe obserwować, jak silny mężczyzna gubi się, gdy plany się rozpadają.
— Mogę wyjaśnić…
— Nie trzeba. Wiesz, czego nauczyłam się w tych miesiącach? Wyjaśnienia to próba przerzucenia winy. Mądra kobieta nie wymaga wyjaśnień. Po prostu wyciąga wnioski.
Moje wnioski
— I jakie wnioski wyciągnęłaś?
Wstałam i podeszłam do komody, gdzie przechowywaliśmy rodzinne zdjęcia.
Wzięłam w ręce fotografię sprzed pięciu lat — Nowy Rok, dom letniskowy, cała rodzina przy choince. Wtedy wciąż wierzyłam w naszą fortecę.
— Dwadzieścia sześć lat temu wyszłam za dobrego człowieka. A po dwudziestu sześciu latach zrozumiałam: dobry człowiek i dobry mąż to nie to samo.
— Lido…
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕