Nie doczekała się.
Teściowa rządzi, mąż milczy: jak jedna kobieta zmęczyła się byciem dar
Rano obudziła się, bo Alosza gładził ją po policzku małą dłonią.
— Mama, jeść! — oznajmił stanowczo.
— Już, zajączku.
Chodź jeść.
W kuchni była już mama.
Gotowała kaszkę, podśpiewywała coś pod nosem.
Na stole stał talerz z kanapkami i świeżo zaparzona kawa.
— Siadaj, — mama posadziła Aloszę w krzesełku.
— Pomyślałam…
U Wiery Nikołajewny, pamiętasz ją?
Biuro rachunkowe.
Szukają kogoś do pracy zdalnej.
Obrabiać dokumenty, robić sprawozdania.
Ty przecież dobrze liczysz.
— Mamo, ale ja jestem na macierzyńskim…
— I co z tego?
Prawo nie zabrania pracować na macierzyńskim.
Zwłaszcza zdalnie.
Zadzwoń do niej, to porządna kobieta.
Sama trójkę wychowała, wszystko rozumie.
Rita zadzwoniła.
Wiera Nikołajewna rzeczywiście okazała się wyrozumiała.
Wysłuchała, zadała kilka rzeczowych pytań i zaproponowała zacząć od okresu próbnego.
— Grafik jest elastyczny, — wyjaśniła.
— Najważniejsze, żeby praca była zrobiona.
A kiedy ją robicie — w nocy czy w dzień — jest mi wszystko jedno.
Wynagrodzenie akordowe, ale przy pełnym obciążeniu wychodzi całkiem przyzwoicie.
Po tygodniu Rita już na dobre wdrażała się w nową pracę.
Okazało się, że szybko łapie, a pracować, kiedy nikt cię nie szarpie i nie wypomina, to czysta przyjemność.
Alosza przywykł do nowego rytmu.
W dzień spacerowali, bawili się, ćwiczyli.
Wieczorem, kiedy zasypiał, Rita siadała do komputera.
Igor dzwonił codziennie.
Najpierw żądał powrotu, potem błagał, potem groził sądem.
Rita spokojnie słuchała i odkładała słuchawkę.
Na groźby odpowiedziała krótko:
— Składaj pozew.
Ja złożę pozew wzajemny o alimenty.
I o podział majątku.
Mieszkanie, choć kupione przed ślubem, remont było w trakcie małżeństwa.
Za pieniądze moich rodziców, między innymi.
Wszystkie rachunki mam.
Po tym telefony ucichły.
Za to przez znajomych dotarły plotki: Walentyna Pietrowna wszystkim opowiadała, jaka Rita jest niewdzięczna.
Jak zostawiła biednego Igorka, wywiozła dziecko.
Przemilczała tylko to, że „biedny Igorek” przez dwa tygodnie ani razu nie spróbował zobaczyć syna.
Po miesiącu Rita złożyła wniosek o alimenty.
Igor próbował namówić ją, żeby „załatwić to po dobroci”, ale była nieugięta.
— Po dobroci nam nie wyszło.
Teraz będzie zgodnie z prawem.
Sąd przyznał jedną czwartą dochodu.
Igor się oburzał, mówił, że to rozbój.