Teściowa rządzi, mąż milczy: jak jedna kobieta zmęczyła się byciem dar

Olesia patrzyła złowrogo i syczała coś o „pazernych babach”.

Rita przeszła obok w milczeniu.

Miała ważniejsze sprawy — trzeba było zdążyć oddać raport i odebrać Aloszę z przedszkola.

Tak, zapisała go do przedszkola.

Na pół dnia na razie, ale i to było dużym zwycięstwem.

Wieczorem mama nalała jej herbaty i usiadła obok.

— Jestem z ciebie dumna, — powiedziała po prostu.

— Za co? — zdziwiła się Rita.

— Przecież rozbiłam rodzinę.

— Uratowałaś siebie i dziecko.

Przed toksycznymi ludźmi, którzy wysysali z ciebie życie.

To nie była rodzina, córeczko.

To było bagno.

I dobrze, że znalazłaś siłę, żeby się z niego wydostać.

Rita przytuliła mamę.

Po raz pierwszy od dawna czuła spokój.

Tak, przed nią wiele trudności.

Tak, będzie ciężko.

Ale da radę.

Bo teraz zależy tylko od niej.

I to jest prawdziwa wolność.

A w ich byłym mieszkaniu Igor siedział przy pustym stole.

Nie było co jeść — gotować wciąż się nie nauczył.

Walentyna Pietrowna obiecała przychodzić pomagać, ale zawsze znajdowały się ważniejsze sprawy.

Olesia dostała upragnione łóżeczko i zniknęła.

Okazało się, że nie potrzebowała pomocy brata, tylko darmowych rzeczy.

Igor wyjął telefon, spojrzał na zdjęcie syna.

Kiedy widział go ostatnio?

Nie pamiętał.

Zawsze mu się wydawało, że zdąży: potem pobawię się, potem pójdziemy na spacer.

A „potem” nie nadeszło.

Wybrał numer Rity.

Długie sygnały.

Nie odbierała.

I słusznie.

W mieszkaniu mamy Rita usypiała Aloszę.

Czytała bajkę o Kołoboku, który potoczył się od babci i dziadka.

Alosza słuchał uważnie, czasem wtrącał: „Am-am!” — gdy w bajce pojawiała się lisica.

— Śpij, słoneczko, — wyszeptała Rita, całując syna w czubek głowy.

Jutro będzie nowy dzień.

Ze swoimi troskami, radościami, trudnościami.

Ale to będzie jej dzień.

Uczciwy, prawdziwy, bez fałszu i udawania.

Dzień, w którym sama decyduje, jak żyć.

A to jest bezcenne.

Cenniejsze niż jakiekolwiek włoskie łóżeczka.