„Zgubiona sucz!” Podchorążowie łapią niewłaściwą nową kobietę — a ona

— To nasze koszary — powiedział jeden z podchorążych, unosząc brwi. — Musi być pani naprawdę zagubiona. Kwatery kobiet są po drugiej stronie kompleksu.

— Pewnie jest pani jedną z nowych pracownic administracji. Pułkownik Collins wspominała coś o dodatkowym personelu.

Jenkins zrobił krok bliżej. — Odprowadzimy panią we właściwe miejsce. Nie możemy pozwolić, żeby cywile kręcili się po strefie z ograniczonym dostępem.

Ich subtelna zmiana ustawienia otoczyła ją, kierując z dala od głównego przejścia.

Mowa ich ciał mówiła wszystko — protekcjonalność, rozbawienie, a może nawet planowanie czegoś więcej niż tylko „eskorta”.

Najwyższy z nich wyszeptał coś, co wywołało śmiech pozostałych. — Zabierz torbę tej zgubionej suki — mruknął Jenkins. — Pokażemy jej właściwe powitanie.

Sarah pozwoliła im prowadzić się, w myślach notując każdy zakręt i budynek, jaki mijali. To nie była droga do administracji ani do kobiecych kwater.

Kierowali się do męskich koszar. Jej dłoń odruchowo powędrowała do biodra, gdzie normalnie znajdowała się jej broń.

Ośrodek przygotowywał się na jutrzejsze ćwiczenia gotowości bojowej. Sprzęt był przenoszony, broń czyszczona, a strefy szkoleniowe przygotowywane.

Sarah zauważyła w oddali kilku starszych oficerów, w tym kogoś, kto przypominał pułkownik Eileen Collins, dowódcę bazy.

Zbliżając się do B17, Sarah zauważyła, że budynek był stosunkowo odizolowany od bezpośredniego nadzoru — idealne miejsce na to, co ci podchorążowie planowali dla kobiety, którą uważali za zagubioną i bezbronną.

— Tędy — nakierował Jenkins, otwierając drzwi z przesadną uprzejmością. — Pomożemy pani się odnaleźć.

Sarah weszła do środka, naliczając czterech kolejnych podchorążych w pomieszczeniu wspólnym.

Wyprostowali się na jej widok, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z Jenkinsem i jego grupą.

— Patrzcie, co znaleźliśmy, jak się szwendało. Twierdzi, że została przydzielona do naszego budynku. — Pokój wybuchł śmiechem, gdy drzwi zamknęły się za nią.

Sarah spokojnie odstawiła torbę, lustrując wzrokiem wyjścia, potencjalną broń i pozycje każdego podchorążego.

Cokolwiek planowali, nie mieli pojęcia, czego zamierzali się nauczyć o ocenianiu ludzi po pozorach.

Podchorążowie otoczyli Sarah jak wilki, ich początkowe rozbawienie twardniało w coś bardziej drapieżnego.

Jenkins wyciągnął z kieszeni nóż treningowy i zaczął go beztrosko obracać w dłoni.

— Standardowa procedura powitalna dla nowych — wyjaśnił z kpiącym uśmiechem.

— Robimy małą ocenę bojową. Nic oficjalnego — po prostu pomaga nam ustalić, z kim mamy do czynienia.

Sarah zachowała spokojną postawę, jej zmysły przeszły w pełną gotowość.

Spotykała prawdziwych bojowników o mniej wrogim spojrzeniu niż ci roszczeniowi młodzieńcy.

— Pierwszy test — ogłosił Jenkins, skinieniem głowy nakazując dwóm podchorążym zajęcie pozycji po jej bokach. — Scenariusz rozbrojenia. Standardowa procedura.

Bez ostrzeżenia jeden z nich rzucił się na nią od tyłu, próbując ją chwycić, podczas gdy drugi sięgnął po jej ramię.

Ciało Sarah zareagowało czystą pamięcią mięśniową wypracowaną przez lata treningu bojowego.

Jednym płynnym ruchem zrobiła unik, przekierowała pęd pierwszego podchorążego i posłała go prosto na drugiego. Obydwaj wylądowali na podłodze z zaskoczonymi jękami.

Pokój zamarł. — Szczęśliwy traf — burknął Jenkins, a jego pewność siebie wyraźnie osłabła. — Spróbujmy czegoś trudniejszego.

Dał sygnał pozostałym podchorążym, którzy rozeszli się w wyćwiczonej formacji.

Sarah rozpoznała standardowy wzór czyszczenia pomieszczenia — amatorski, ale potencjalnie niebezpieczny w ciasnych warunkach.

— Naprawdę nie chcecie tego robić — ostrzegła spokojnym tonem.

— O, myślę, że chcemy. Ta mała zagubiona paniusia musi zrozumieć hierarchię w tym miejscu.

Pierwszy podchorąży ruszył na nią z pałką treningową. Sarah odbiła jego cios, zablokowała mu ramię i wykorzystując jego pęd, posłała go wprost na pobliski stół.

Drugi i trzeci zaatakowali jednocześnie z różnych stron. Sarah przyklęknęła, podcięła jednemu nogi i przetoczyła się poza zasięgiem dzikiego zamachu drugiego.

Twarz Jenkinsa wykrzywiła się w gniewie. Wyciągnął z szafki pistolet treningowy — gumowe naboje, ale w bliskiej odległości wciąż bolesne. — Dość zabawy.

Wyraz twarzy Sarah stwardniał. To przekroczyło granice zwykłego „chrztu bojowego” i stawało się niebezpieczne.