„Przygotujmy go,” powiedział. „Nawet jeśli nie wiemy, dla kogo jest.”
Pomalowaliśmy ściany na ciepły żółty kolor i powiesiliśmy miękkie zasłony, które falowały, gdy otwieraliśmy okna. Znaleźliśmy drewniane łóżko w sklepie z używanymi rzeczami, a Alex spędził dwa weekendy na jego wygładzaniu i polerowaniu, aż błyszczało.
„Urządźcie ten pokój.”
Wypełniłam małą biblioteczkę książkami obrazkowymi, niektóre były z mojego dzieciństwa, inne pochodziły z lumpeksów z małymi odręcznymi nazwiskami w środku okładek.
Choć pokój był pusty, czułam, że także na nas czeka.
Kiedy nadeszła długo wyczekiwana wiadomość, powiedziano nam, że jest dziecko, które moglibyśmy chcieć poznać. Nie powiedziano wiele, tylko imię, wiek i notatkę, że jest „bardzo cicha”.
„Choć pokój był pusty, czułam, że także na nas czeka.”
Centrum adopcyjne było jasne i pełne zgiełku, wypełnione zabawkami i połowicznymi śmiechami, które nie do końca zakrywały ciężar w powietrzu.
Pokazywała nam to pracownica socjalna o imieniu Dana. Była ciepłą kobietą z życzliwymi oczami i teczką przyciśniętą do piersi. Poprowadziła nas przez pokój zabaw, gdzie kilka dzieci bawiło się, niektóre śmiały, inne zajęte były rękodziełem lub układaniem klocków.
Nie mieliśmy checklisty ani wytycznych co do preferencji.
„Centrum adopcyjne było jasne i pełne zgiełku.”
„Zostaliśmy zaproszeni do spotkania konkretnego dziecka, ale mamy nadzieję, że nasze serca podpowiedzą,” powiedział Alex do Dany.
„Tak,” zgodziła się Dana. „Zawsze myślę, że najlepszym podejściem jest nie zmuszać się do niczego.”
Lecz podczas gdy przechodziliśmy od dziecka do dziecka, oferując drobne uśmiechy i ciche przywitania, nic w mnie nie wzbudzało emocji. Były urocze i błyskotliwe na swój sposób, ale nie czułam tej więzi, którą zawsze sobie wyobrażałam.
Wtedy Alex delikatnie dotknął mojego ramienia i skinął głową w kierunku dalekiego rogu pokoju.
„Najlepiej jest nie zmuszać się do niczego.”
„Megan,” powiedział cicho. „Zobacz tam.”
Śledziłam jego wzrok. Mała dziewczynka siedziała w pozycji skrzyżowanej z plecami opartymi o ścianę, trzymając w dłoniach znoszone szare pluszowego królika. Nie bawiła się. Nie mówiła.
Po prostu… była _cicha_.
„To Lily,” powiedziała Dana, jej głos stał się bardziej delikatny. „Teresa myślała, że możecie chcieć się z nią spotkać. Ma sześć lat i jest tu najdłużej, wchodziła i wychodziła. Ale… cóż.”
„Nie bawiła się. Nie mówiła.”
„Dlaczego?” zapytałam.
„Cóż, nie mówiła od lat. Od czasu, gdy jej mama zmarła. Próbowaliśmy terapii i wielu innych metod, ale ona… ma traumy. Albo problemy związane z separacją. Trudno to jednoznacznie określić. Lily była kilka razy umieszczana w rodzinach adopcyjnych, ale nikt nie podjął prawdziwych starań, aby dostosować się do niej.”
Podeszliśmy do niej.
„Cześć, Lily,” powiedziałam, powoli klękając przed nią. „Jestem Megan, a to jest Alex.”
„Nie mówiła od lat. Od czasu, gdy jej mama zmarła.”
Ściskała mocno swojego królika, ale nie zareagowała.
„Nie bądźcie zaskoczeni,” powiedziała Dana, oferując nam przepraszający uśmiech. „Lily nie… angażuje się.”
Lecz nie szukałam zaangażowania. Chciałam, żeby wiedziała, że ją widzimy. Że dostrzegamy jej obecność oraz jej milczenie. I że może po prostu… _być_.
„Czy możemy zostać chwilę?” zapytał Alex.
„Lily nie… angażuje się.”
Usiedliśmy. Ona pozostała cicha. Ale nie odwróciła się.