Ciąg dalszy historii
To imię uderzyło jak prąd. Wspomnienia wróciły nie od razu. Najpierw uczucie. Potem obrazy: szpital, białe ściany, cisza po słowach lekarza. Pokój, który zamknęłam i nigdy więcej nie otworzyłam. Rok, o którym starałam się nie myśleć. — Mamo… — wyszeptał Filip. — Kim on jest? Zamknęłam oczy. — To… twój brat — powiedziałam w końcu.
Łukasz uśmiechnął się smutno, prawie jak dorosły. — Nie chciałem was przestraszyć — powiedział. — Chciałem tylko jeszcze raz tu zasnąć. Jak dawniej. Policjanci spojrzeli po sobie. Jeden z nich powoli zdjął czapkę. — Wezwę lekarza — powiedział cicho. — I specjalistę. — Nie trzeba — odpowiedziałam. — On nie jest chory. Wstałam i podeszłam bliżej, bardzo ostrożnie, jakby bała się, że zniknie.
— Przepraszam — powiedziałam, a łzy wreszcie popłynęły. — Myślałam, że jeśli zapomnę… będzie mniej bolało. Łukasz pokręcił głową. — Wiem. Nie zapomniałaś. Po prostu bałaś się pamiętać. Spojrzał na Filipa. — Ty jesteś prawdziwy — powiedział. — Tobie się udało. Filip zrobił krok do przodu.
— Ty… odejdziesz? Łukasz spojrzał na mnie. W jego oczach był spokój. — Teraz — tak. Lampka nocna zamigotała. Światło stało się słabsze, miękkie. Pokój jakby powoli rozpuszczał się w powietrzu — nie gwałtownie, nie strasznie, lecz jak sen o świcie. — Zawsze tu byłem — powiedział Łukasz. — Tylko nie byłaś gotowa mnie zobaczyć. Położył się, zamknął oczy — i łóżko było puste.
Po prostu puste. Pokój wyglądał jak wcześniej. Żadnych śladów. Tylko miś leżał inaczej, niż go zostawiłam. Usiadłam na łóżku i przytuliłam Filipa. Policjanci cicho wyszli, zostawiając nas samych. Tej nocy nie spaliśmy. Siedzieliśmy razem, rozmawialiśmy, płakaliśmy i po raz pierwszy — pamiętaliśmy.
A rano otworzyłam okna, wpuściłam światło i zrozumiałam: dom nie skrywał już tajemnicy. On po prostu czekał, aż przestaniemy uciekać przed prawdą. I dopiero wtedy poczułam, że przeszłość wreszcie nas oboje puściła.