Nigdy nie powiedziałem rodzicom, że zarabiam miliard dolarów rocznie. Na sylwestra wręczyli mi plastikową torbę z kuponami na fast foody i formularzem wniosku o woźnego.

“Za mną,” powiedziałam.

Poprowadziłam ich do tyłu sklepu. Do Działu Klasyków.

“Della, przestań się bawić,” syknęła matka. “To nie czas na gry.”

Sięgnęłam na półkę. Położyłam dłoń płaską na grzbiecie Wielkich Oczekiwań.

Cichy pneumatyczny syk uciszył pokój.

Cała półka przeszła do wnętrza na cichych, ciężkich zawiasach.

Jessica zaniemówiła. Brandon się cofnął.

Za książkami znajdował się korytarz ze szkła i szczotkowanej stali. Zimne, białe światło wydobywało się, przebijając się przez przyjemne ciepło księgarni. Powietrze pachniało inaczej—sterylne, naelektryzowane, bogate.

“Co za do diabła?” mruknął wujek Harold.

“W tę stronę,” powiedziałam.

Przeszłam przez otwarcie. Szli, zbierając się w strząsaniu jak dzieci wchodzące do Narnii.

Korytarz prowadził do sali konferencyjnej, jakby na części mostu statku kosmicznego. Szkło sięgało od podłogi do sufitu, a widać było ośnieżoną ulicę. Ogromny stół mahoniowy zdominował przestrzeń. Na dalekiej ścianie, w szczotkowanych tytanowych literach, znajdowało się logo:

TECH VAULT INDUSTRIES

“To jest to,” wciągnęła Madison z wrażeniem. “Zbudowali biuro za księgarnią. To genialne.”

“Gdzie są dyrektorzy?” zapytał Brandon, rozglądając się niespokojnie.

Podszedłam do stołu.

Było tam ogromne biurko, wyposażone w cztery monitory. Położyłam mój “uszkodzony” portfel na eleganckiej powierzchni.

Następnie usiadłam w skórzanym fotelu wykonawczym.

“Della,” zawołał ojciec, panika w jego głosie. “Wstań z tego krzesła! CEO przyjdzie każdą chwilą. Wyrzucisz nas stąd!”

“Nie sądzę, że to zrobię,” powiedziałam.

Nacisnęłam kciukiem na skaner na biurku. Pokój zawibrował. Monitory zaświeciły się na życie.

Ogromne ekrany na ścianie oświetliły sytuację, wyświetlając organizacyjną mapę firmy, wartość akcji na żywo i globalną mapę operacyjną na żywo.

A na samym środku ekranu, pod tytułem KIEROWNIK ROSIWY I ZAŁOŻYCIEL, znajdowało się zdjęcie.

To byłam ja.

Nie “Della”, której znali. Ale kobieta z bystrymi oczami i pewnym uśmiechem.

DELLA CHEN MORRISON