1200 złotych za wnuka: teściowa wystawiła

„Tysiąc dwieście. Cena rynkowa”.

Wypowiedziała to bez złości. Co gorsza — z biznesowym spokojem, od którego przeszedł mnie dreszcz.

— Mamo, ty poważnie? — głos Pawła dobiegł z kuchni, przytłumiony, jakby spod wody. Słyszał wszystko. Oczywiście, że słyszał. Jak zwykle jednak liczył, że burza przejdzie bokiem i jego nie dosięgnie.

— Jak najbardziej, synku — Małgorzata zamknęła notes suchym, precyzyjnym ruchem. — Jestem nowoczesną kobietą. Mam sześćdziesiąt lat, a nie sto. Moim zasobem jest czas. A czas, jak mówią coachowie, to pieniądz. Poprosiliście mnie, żebym została z wnukiem dwie godziny? Zostałam. Usługa wykonana.

Mówiła równo, pewnie, jakby czytała punkty umowy, którą rzekomo podpisałam. Ani cienia wahania. Ani grama skrępowania. Ani jednego sygnału, że chodzi o dziecko. O jej wnuka.

Powoli się wyprostowałam. But zsunął się z nogi i miękko uderzył o podłogę, ale prawie tego nie zauważyłam. W głowie dudniło.

— Przepraszam… — nie poznałam własnego głosu. Był zbyt spokojny jak na to, co we mnie zaczynało wrzeć. — Czy ja dobrze rozumiem? Stoi pani teraz w moim mieszkaniu i wystawia mi rachunek za to, że posiedziała pani z naszym synem?

Małgorzata lekko uniosła brew. Tylko na tyle, by dać do zrozumienia, że pytanie wydaje jej się dziwne.