„Tysiąc dwieście. Cena rynkowa”.
Wypowiedziała to bez złości. Co gorsza — z biznesowym spokojem, od którego przeszedł mnie dreszcz.
— Mamo, ty poważnie? — głos Pawła dobiegł z kuchni, przytłumiony, jakby spod wody. Słyszał wszystko. Oczywiście, że słyszał. Jak zwykle jednak liczył, że burza przejdzie bokiem i jego nie dosięgnie.