— Po to — przerwałam — że skoro liczymy „po rynku”, to liczmy wszystko.
Odwróciłam się do Małgorzaty.
— Mogę też wystawić rachunek. Albo uznamy wreszcie, że rodzina to nie cennik.
— Po to — przerwałam — że skoro liczymy „po rynku”, to liczmy wszystko.
Odwróciłam się do Małgorzaty.
— Mogę też wystawić rachunek. Albo uznamy wreszcie, że rodzina to nie cennik.
Małgorzata powoli wzięła oddech.
— Grozisz mi?
— Nie — pokręciłam głową. — Ustalam zasady. W swoim domu.
Paweł zrobił krok do przodu.
— Mamo, może po prostu… zapomnijmy o tym. Jesteśmy rodziną.
Spojrzałam na niego.
— Rodzina to nie jest „zapomnijmy”. Rodzina to jasne stanowisko. Uważasz, że normalne jest żądanie pieniędzy za własne dziecko?
Zamilkł. Po chwili cicho powiedział:
— Nie.
Małgorzata gwałtownie zwróciła się ku niemu.
— Stajesz przeciwko mnie?
— Staję po stronie zdrowego rozsądku — odpowiedział zaskakująco twardo.