Grudzień spadł na miasto zaskakująco wcześnie

— Po co?

— Bo mam dość zgadywania.

Przyniosła teczkę z dokumentami, otworzyła laptopa, aplikację bankową. Liczby były bezlitosne.

— Proszę — powiedziała. — Moje wpływy. Moje premie. A teraz pokaż swoje.

Zawahał się. Te kilka sekund powiedziało jej wszystko.

— Daniel?

— Nie zaczynaj — machnął ręką. — Nie muszę się tłumaczyć z każdego grosza.

— Musisz, jeśli nazywasz je wspólnymi.

Westchnął, usiadł ciężko.

— Chcesz prawdy? — powiedział cicho. — Nie tylko zabrali premie. Zdegradowali mnie. Szukam wyjścia.

— I przez cały ten czas milczałeś?

*

— Nie chciałem cię obciążać!

— Ja dźwigam, bo ty przestałeś — odpowiedziała spokojnie. — A najgorsze jest to, że uznałeś, iż skoro zarabiam więcej, możesz decydować.

— To moja rodzina!

— A ja jestem twoją żoną — ucięła. — Albo już nie.

Wyjęła kopertę i położyła ją na stole.

— Co to jest?

— Moja decyzja.