Mąż potajemnie zameldował

— Jak śmiałaś?! — Tamara Markowna uderzyła pięścią w stół. — Witia, powiedz jej coś!

Wiktor milczał, wpatrując się w talerz.

— Proszę zabrać swoje rzeczy, Tamaro Markowno — Olga wskazała na torbę. — Przeprowadzka odwołana.

— Witia! — Tamara Markowna zerwała się z miejsca. — Ty pozwolisz, żeby ona tak się do mnie odnosiła? Jestem twoją matką!

Wiktor siedział ze spuszczoną głową. Olga patrzyła na niego spokojnie.

— Mamo, Olga ma rację. Powinienem był się z nią skonsultować.

— Skonsultować? Z żoną? W sprawie własnej matki? — Tamara Markowna złapała się za serce. — Mam ciśnienie! Tabletki! Gdzie moje tabletki?Zaczęła grzebać w torebce. Wiktor zerwał się:

— Mamo, spokojnie. Zaraz przyniosę wody.

— Żadnej wody! — ucięła teściowa. — Zabieraj moje rzeczy, odwieź mnie do domu! Nie zostanę tu ani minuty!

Olga skrzyżowała ręce na piersi:

— Świetny pomysł.

Kiedy za Wiktorem i jego matką zamknęły się drzwi, Olga usiadła w fotelu i odetchnęła. Ręce jej drżały, ale dała radę. Nikt jej nie przechytrzy. Całe życie harowała, żeby kupić to mieszkanie. Nikt jej go nie odbierze.