Milioner został wrzucony do rzeki

Zobaczył, że ręce mężczyzny są związane. To nie był przypadek. Chwycił go pod pachy i próbował ciągnąć ku brzegowi. Każdy metr był jak walka z potworem. Prąd wciągał ich z powrotem.

Ale chłopak nie puścił. Jakaś dzika siła, może dziecięcy upór, trzymała go przy życiu. Wreszcie dopłynęli do mielizny. Gonzalo opadł na błoto, kaszląc, dławiąc się wodą.

– Oddychaj, proszę… – wysapał Miguel.

Po kilku minutach Gonzalo otworzył oczy. Miał twarz pokrytą błotem, oczy czerwone, ale żył.

– Kto… kto ty jesteś? – wyszeptał.

– Miguel. Mieszkam tam, za wzgórzem. – Chłopiec wskazał ręką. – Musimy iść do lekarza.

– Nie… – Gonzalo próbował wstać, ale upadł. – Nie policja… rozumiesz?

Miguel nie rozumiał, ale skinął głową. Pomógł mu dojść do swojej chaty, gdzie mieszkał z babcią. Kobieta, widząc ich w drzwiach, krzyknęła z przerażenia.

– Na miłość boską, Miguel, co to znowu…

– Babciu, on się topił! Musimy mu pomóc!

Kiedy wreszcie zdjęli z Gonzala przemoczone ubranie i rozcięli sznur na nadgarstkach, babcia pobladła.

– Kto ci to zrobił, człowieku?

– Rodzina – odpowiedział tylko.

W jej oczach pojawił się cień zrozumienia. Nie dopytywała więcej. Zaparzyła herbatę, dała mu stare ubranie po zmarłym mężu. Gonzalo przez kilka godzin milczał. Dopiero nocą, kiedy Miguel zasnął przy piecu, zaczął mówić.

Opowiedział o Cristinie. O firmie, o majątku, o tym, jak planował przepisać część funduszy na fundację dla dzieci. Córka uznała to za zdradę. Chciała wszystko, natychmiast.

– Mój błąd… – powiedział cicho. – Myślałem, że wychowałem ją na człowieka. A wychowałem wilka.

Babcia, siedząc przy stole, odwróciła się do niego.

– Jeśli ją kochasz, nie szukaj zemsty. Ale jeśli chcesz żyć, musisz zniknąć.