„Powinniśmy zająć się tym jako rodzina. Nie ma potrzeby, żeby to wyolbrzymiać”.
Eliza pociągnęła nosem z kanapy. Mama podeszła i usiadła obok niej, pocierając jej plecy i mamrocząc słowa otuchy. Stałam sama w salonie rodziców, patrząc, jak pocieszają moją siostrę – tę, która spędziła osiemnaście miesięcy, żyjąc z mojego nazwiska. I w tym momencie uświadomiłam sobie coś, czego nigdy wcześniej sobie nie pozwoliłam dostrzec. Nigdy tak naprawdę nie byłam częścią tej rodziny.