Moja siostra ukradła mi tożsamość

Wysłałem bez wahania.

Dwa i pół roku temu:

Pamiętasz panieńskie nazwisko mamy? Zapomniałam, a potrzebuję go do formularza.

Williams, odpowiedziałem. Dlaczego?

Tylko jakaś sprawa z bankiem. Dzięki, siostro.

Dwa lata temu:

Kiedy masz urodziny? Chcę ci coś wysłać.

Znała datę moich urodzin. Była na 25 z nich, ale i tak wpisałem. 23 września.

A potem osiemnaście miesięcy temu, tydzień przed otwarciem pierwszej oszukańczej karty kredytowej:

Hej, możesz mi wysłać swój numer ubezpieczenia społecznego? Chcę dodać Cię do rodzinnego planu telefonicznego.

Przewinąłem w dół do mojej odpowiedzi. Dziewięć cyfr. Emoji serca. Proszę bardzo. Dzięki za dodanie mnie.

Było to napisane. W chwili, gdy wręczyłem siostrze klucz do wszystkich moich danych finansowych, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Pytania bezpieczeństwa. Stare adresy. Nazwisko panieńskie mojej matki. Mój numer ubezpieczenia społecznego. Latami zbierała fragmenty mojej osoby – cierpliwie, metodycznie – czekając na moment, w którym będzie ich potrzebowała.

Wpatrywałem się w tę wiadomość przez prawie 20 minut. Wysłałem ją. Ja. Dałem jej swój numer ubezpieczenia społecznego, bo grzecznie poprosiła i bo jej ufałem. Jak wnieść oskarżenie przeciwko komuś za wykorzystanie informacji, które sam mu przekazałeś? Robisz to, bo to, co z nimi zrobił, i tak jest przestępstwem.

Wziąłem telefon i wybrałem numer, który dał mi Julian.

Wydział przestępstw finansowych był mniejszy, niż się spodziewałem. Trzy biurka. Ostre świetlówki. Dystrybutor wody bulgoczący w kącie. To wszystko. Detektyw Rachel Monroe siedziała naprzeciwko mnie – po czterdziestce, krótkie włosy z siwymi pasmami i zmęczonymi oczami, które mówiły mi, że widziała tę historię o wiele za wiele razy. Słuchała, nie przerywając, gdy opowiadałem jej wszystko: raport kredytowy, transakcje, SMS-y, spotkanie rodzinne. Kiedy skończyłem, powoli skinęła głową.

„To jasny przypadek, panno Ashcraftoft”

powiedziała.

„Rozpoczniemy dochodzenie”.

„Ile to potrwa?” zapytałem.

„Kilka tygodni”

odpowiedziała.

„Zbierzemy dowody, zbierzemy wezwania sądowe, ustalimy adresy IP, zweryfikujemy podpisy na wnioskach”.

Potem spojrzała prosto na mnie.

„Czy jesteś przygotowany na to, co wydarzy się dalej?”

“Co masz na myśli?”

„Mam na myśli, że twoja siostra zostanie aresztowana”

powiedziała spokojnie.

„Postawione zostaną jej zarzuty. Sprawa trafi do sądu”.

Zatrzymała się.

„Sprawy rodzinne są trudne. Ludzie zmieniają zdanie. Postanawiają, że nie chcą zeznawać”.