„Zrozumiałam, jak ważne jest dziedzictwo dziadka” – powiedziała mi pewnego dnia przy lunchu, a jej głos był przesłodzony i fałszywie szczery. „Tata udziela mi prywatnych lekcji. Mówi, że mam naturalny talent do patrzenia na świat z szerszej perspektywy”.
Na rodzinnym spotkaniu, podczas
Próbowałem omówić moje obawy z Ethanem podczas jednej z jego nielicznych wizyt w domu w Los Angeles, gdzie starał się o podpisanie kontraktu ze swoim zespołem.
Coś jest nie tak – powiedziałem mu, kiedy dzieliliśmy się butelką wina na tarasie z tyłu domu.
Tata wprowadza duże zmiany w firmie bez odpowiednich konsultacji.
Jillian zachowuje się, jakby była następna w kolejce.
I ograniczają dostęp do Dziadka.
Ethan wzruszył ramionami i zaczął kręcić kieliszkiem z winem.
„Jesteś paranoiczką, Mandy. Tata zawsze był maniakiem kontroli, a Jillian jak zawsze próbuje im zaimponować. A co do dziadka – jest stary i chory. To okropne, ale to nie żaden spisek”.
Jednak moje podejrzenia rosły.
Zwłaszcza po tym, jak przypadkowo odkryłem dokumenty w biurze mojego ojca, szukając raportów kwartalnych.
Nie miałem zamiaru podglądać.
Teczka zatytułowana „Planowanie sukcesji — poufne” leżała otwarta na jego biurku.
W środku znajdowały się projekty dokumentów przekazujących znaczną część aktywów z prywatnych zasobów dziadka bezpośrednio Jillian.
Omijając Ethana i mnie.
Kiedy mój ojciec zauważył, że na nie patrzę, jego twarz pokryła się rumieńcem gniewu.
„To prywatne sprawy rodzinne, Amando” – warknął, wyrywając mi teczkę z rąk.
„Prywatne sprawy rodzinne, które najwyraźniej mnie nie dotyczą” – odparłem drżącym głosem, bardziej niż chciałem.
„Twój dziadek i ja podejmowaliśmy decyzje, kierując się tym, co jest najlepsze dla przyszłości firmy” – powiedział chłodno. „Nie każdy ma odpowiednie predyspozycje do zarządzania majątkiem”.
Na tym rozmowa się zakończyła.
Ale napięcie między nami rosło.
Zacząłem dokumentować wszystko, co zaobserwowałem: zmiany w strukturze firmy, nietypowe ruchy finansowe, terminy spotkań moich rodziców z Petersonem.
David uważał, że staję się obsesyjny.
Ale coś głęboko w moim sercu mówiło mi, że to, co się działo, było czymś złym.
Ostatnie święta Bożego Narodzenia przed odczytaniem testamentu były szczególnie napięte.
Jak zwykle zebraliśmy się w Lake View Manor, gdzie dziadka sprowadzono na dół na tradycyjną wymianę prezentów.
Wydawał się bardziej otępiały niż zwykle, ledwo rozpoznał Ethana i kilkakrotnie nazwał Jillian moim imieniem.
Jednak gdy wszyscy inni byli zajęci deserem, mógłbym przysiąc, że widziałem, jak patrzył na mojego ojca z wyrazem twarzy, który w ogóle nie przypominał zakłopotania.
Wyglądało to na kalkulację.
Gdy wychodziłyśmy tego wieczoru, Jillian wzięła mnie na bok z nietypową dla siebie siostrzaną czułością.
„Naprawdę powinnaś zacząć myśleć o swojej przyszłości poza Blake Holdings” – powiedziała, ściskając mnie za ramię. „Ty i David moglibyście się przeprowadzić gdziekolwiek z waszym dyplomem z zarządzania. Nie chciałaś nigdy spróbować czegoś zupełnie innego?”
Ostrzeżenie nie mogłoby być jaśniejsze, gdyby napisała je wprost.
Chcieli mnie wyrzucić.
I chcieli, żebym odszedł cicho.
Nie wiedzieli, że odczytanie testamentu dziadka Harolda pokrzyżuje wszystkie ich misterne plany w sposób, którego nikt z nas nie mógł sobie wyobrazić.
Dzień odczytywania testamentu dziadka Harolda nastał jasny i pogodny – taki rześki jesienny poranek, który zwykle poprawiałby mi humor.
David ścisnął moją dłoń, gdy przejeżdżaliśmy przez ozdobne bramy Lake View Manor.
Żadne z nas nie wypowiedziało na głos swoich obaw: że dzisiejszy dzień oznaczałby oficjalne wykluczenie mnie z rodzinnego biznesu, a być może i z rodzinnego majątku.
„Cokolwiek się stanie” – powiedział David, kiedy parkowaliśmy obok Bentleya mojego ojca – „mamy siebie nawzajem. Mamy dobre życie, niezależnie od tego, co postanowią twoi rodzice”.
Wielka biblioteka Lake View Manor zawsze była moim ulubionym pomieszczeniem.
Dwie opowieści o książkach oprawionych w skórę.
Ogromny kamienny kominek.
Okna sięgające od podłogi do sufitu z widokiem na jezioro.
Zawsze uważałem to za ponadczasową elegancję.
Tego dnia czułem się tak, jakbym się dusił.
Mój ojciec stał przy kominku i wyglądał iście królewsko w szytym na miarę, grafitowym garniturze.
Moja matka siedziała w skórzanym fotelu z uszami, miała idealnie ułożone blond włosy i odpowiednio poważny wyraz twarzy.
Jillian siedziała nieopodal w drogiej czarnej sukience, która zdawała się sugerować żałobę — pomimo faktu, że dziadek Harold żył jak najbardziej.
Był tam również sam dziadek, co mnie zaskoczyło.
Przywieziony przez pielęgniarkę, siedział zgarbiony na specjalnym wózku inwalidzkim, z kraciastym kocem na kolanach.