Zapadła przytłaczająca cisza. Marta powoli usiadła na krześle, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
Rozłączyłam się i przez kilka sekund stałam nieruchomo, wpatrując się
— To… co ja tu w takim razie robię? — wymamrotała.
— Jesteś gościem — odpowiedziałam. — Ale po tym, co dziś zrobiłaś, nie sądzę, żebyś powinna tu zostawać.
Spojrzała na mnie z nienawiścią, potem przeniosła wzrok na syna.
— Dla niej mnie wyrzucasz?
— Dla prawdy — odpowiedział Thomas. — I dlatego, że się pomyliłaś.