Victor siedział zgarbiony w ulubionym fotelu ojca, unikając mojego wzroku. Wpatrywał się w punkt na orientalnym dywanie, zgarbiony. Przez jego twarz przemknął cień – może wstydu, a może strachu? – zanim przybrał maskę obojętności.
„Zakładam, że przyszedłeś zabrać resztę swoich rzeczy” – powiedziała Claudia głosem ociekającym fałszywą słodyczą. „Nie zwlekaj. Dekoratorzy przyjdą jutro”.
Zignorowałem ją.